Niech dzieci szaleją na punkcie Fortnite

Dzieci oszalały na punkcie gry Fortnite. Niektórych rodziców to martwi, mnie to szaleństwo cieszy, bo szał, jaki panuje wokół tego tematu, ma więcej plusów niż nam się wydaje.

Gdy chodziłam do szkoły podstawowej, ja i moi znajomi mieliśmy hopla na punkcie Harrego Pottera i Pokemonów. Wszyscy czekaliśmy na list z Hogwartu w międzyczasie grając w pokemon tazo, które znajdowało się w chipsach. Większość rozmów kręciła się wokół tych tematów, ktoś, kto ich nie znał, był samoistnie wykluczony z grupy, bo po prostu nie wiedział, o czym jest mowa.

Lata mijają, a pod tym względem nic się nie zmieniło. Dzieci wciąż mają swoich idoli, coś jest przez jakiś czas na topie, adekwatne do czasów, w których żyjemy. 20 lat temu nie mógł istnieć szał na grę komputerową lub konsole, bo wtedy mało kto miał komputer lub Playstation. Xbox nie istniał wtedy wcale. Fakt, że właśnie trwa istne szaleństwo na punkcie gry, nie jest wcale gorszy od szaleństwa na punkcie książki i filmu, ponieważ jedno i drugie w równym stopniu jednoczy dzieci.

Młody Starszy ma 9 lat. Odkąd chodzi do szkoły, coraz istotniejsze staje się to o czym właśnie się mówi, to co jest popularne. Część rodziców broni przed tym dzieci, nie chce, by były podatne na wpływ rówieśników, a przede wszystkim – chwytów marketingowych. Nie ma sensu z tym walczyć. To nieuniknione. Jeśli w klasie wszyscy o czymś mówią, to nasze dziecko też chce wiedzieć, co to, uczestniczyć w rozmowach na ten temat. Wspólne tematy jednoczą i umacniają więzi.

Na jednym z programów dla młodych nastolatków leci nieco głupi, ale nieszkodliwy serial iCarly. Pewna mama bardzo nie chciała, by jej córka oglądała ten popularny wśród koleżanek córki serial, zatem po prostu tego zabroniła. W godzinach emisji serialu zabierała córkę na łyżwy, do kina, na zakupy, na lody itd. Nie mogła zrozumieć, że mimo tych wszystkich atrakcji temat serialu powracał. Uważała, że to, co robią, jest znacznie atrakcyjniejsze od serialu. Jednakże to był jej tok myślenia, a nie córki. Dla córki serial był atrakcyjniejszy, bo dzięki temu miałaby o czym rozmawiać z koleżankami, które codziennie na przerwach w szkole analizowały ostatni odcinek. Zabraniając jej oglądać ten serial, mimowolnie odizolowała córkę od rówieśników.

Gdy chodziłam do 3 klasy szkoły podstawowej furorę robiło tamagotchi. Póki go nie miałam, przerwy spędzałam sama, bo większość klasy karmiła swoje pieski i kotki. Codziennie błagałam mamę, by kupiła mi tę zabawkę. Gdy w końcu kupiła, a ja na drugi dzień pobiegłam do szkoły, znów stałam się częścią grupy, bo wcześniej stanie z nimi na przerwach mnie nudziło.

Kompletnie nie rozumiem, czym jest gra Fortnite, choć nawet próbowałam w to zagrać. Nie rozumiem, co atrakcyjnego jest w tej grze i jak w ogóle można się tym ekscytować. Nie rozumiem, bo nie jestem dziewięcioletnim chłopcem.

Rozumiem jednak, dlaczego ta gra jest tak ważna dla mojego syna, a rozumiem, bo z nim rozmawiam. Czasem okrutnie mnie to nudzi, bo – nie okłamujmy się – na co mi wiedza o rodzajach broni w tej grze. Słucham go jednak uważnie, by przede wszystkim mieć kontrolę nad jego bezpieczeństwem. Słucham, jak opowiada od dzieciach poznanych za pośrednictwem gry. Słucham o jego kontaktach z kolegami ze szkoły i podwórka, o tym, jak umawiają się na kolejną rozgrywkę, jak analizowali poprzednią, jak planują taktykę. Cieszę się razem z nim, gdy jego drużyna zajmie wysokie miejsce i razem się denerwujemy, gdy ktoś zachowuje się nie fair. To słuchanie o rzeczach ważnych dla mojego syna sprawia, że moja więź z nim jest silna, chętnie wpuszcza mnie do swojego świata i opowiada także o swoich problemach i porażkach.

Powołuję się na hopla na punkcie Fortnite, ale chodzi o szał na wszystko. Chodzi o to, by pozwalać dziecku zachwycać się tymi masówkami. W przedszkolu Młodego Młodszego na topie jest Psi Patrol. Dzieci chętnie przynoszą zabawki i gadżety związane z tym serialem, by się pochwalić i porozmawiać o tym. Bawią się w odważne pieski. W szkole Młodego Starszego przez jakiś czas głównym tematem były karty piłkarzy do zbierania. Kupowałam albumy i karty, które teraz leżą i się kurzą, ale w tamtym momencie zyskiwałam w oczach syna, a on punktował u kolegów. Póki nie miał kart, nie mógł brać udziału w codziennej wymianie, która odbywała się w szkole. Gdy zaczął je mieć, znów mógł aktywnie spędzać czas z przyjaciółmi.

Jakiś czas temu Młody Starszy spotkał pokrewną duszę. Po czym to poznał? Po koszulce chłopca. Na koszulce było coś związanego z gamingowym youtuberem, którego mój syn śledzi z zapartym tchem, właśnie ze względu na poradniki do Fortnite. Chłopcom na dzień dobry łatwiej było poznać się i zakolegować, bo od samego początku mieli wspólny temat do rozmowy. Wystarczyło powiedzieć: „Cześć, też lubię tego youtubera”.

Podstawą jest jednak, by ten świat wirtualny przenieś do realnego. Tu jest rola nas, rodziców. To my musimy postawić granice, wyznaczyć limity, byśmy później nie płakali, ze dziecko nie robi nic innego, tylko cały dzień spędza przed komputerem czy konsolą. Niemniej zabranianie całkowicie życia w tym wirtualnym świecie to też błąd. Musimy pogodzić się z faktem, że oba światy się przenikają.

Pozwólmy dzieciom interesować się tym, na co mają ochotę. Miejmy chęci wkroczyć w ten barwny świat po to, by jeszcze lepiej poznać swoje dziecko.

Obserwuj

Magdalena Śpiewak

Szefowa at Mądrzy Rodzice
Mama dwóch chłopców - Benia i Fabiana, żona jednego męża - Jakuba. Wszechwładna szefowa Mądrych Rodziców, a zarazem autorka tekstów, opiekunka naszego Instagrama i Faceboooka. Blogerka znana jako Dziewczyna z obrazka. Kocha jednorożce, uwielbia tatuaże.
Obserwuj

Latest posts by Magdalena Śpiewak (see all)