Niewidzialna ręka dziecięcego rynku

Odbyłem niedawno z Młodszym Starszym, czyli Fabianem, długą rozmowę, w której opowiadał mi o tym, co robią, gdy wychodzą z kolegami na podwórko. To była bardzo pouczająca opowieść.

Zabawy nie były głównym wątkiem opowieści mojego syna, choć i o nich nieco się dowiedziałem. Kluczowym elementem opowieści okazał się swoisty wspólny system zakupowy.

Chłopcy chodzą bowiem razem do kilku sklepów, świetnie zresztą wiedzą, do którego po co warto pójść, np. do warzywniaka po tanie lizaki, po oranżadę w proszku do innego jednego spożywczego, do innego po lody, itp. Kupują sobie też wodę, a czasami chipsy.

Na początku bywało różnie, ale z czasem sami wypracowali sobie wspólne zasady. Kiedy jeden ma pieniądze, a inni nie, ten, który ma, kupuje dla wszystkich. Pilnują jednak, żeby to nie była zawsze ta sama osoba. Jeśli więcej osób ma pieniądze, zrzucają się i robią zakupy wspólnie. A kiedy komuś zabraknie, to inni mu dorzucają. I tak świetnie się dogadują, by nikt nie czuł się wykorzystywany, ale też nikt nie czuł się gorszy, że nie ma, że nie może sobie na coś pozwolić. Wymyślili to sami, bez żadnej pomocy dorosłych i sami świetnie pilnują, by system działał sprawiedliwie.

Z kolei w przedszkolu Młodszego Młodszego od samego początku zafunkcjonował nieoficjalny rynek wymiany zabawek. Początkowo chłopcy przynosili swoje ulubione zabawki codziennie, z czasem zostało to ograniczone do jednego dnia w tygodniu. Dlatego najpierw codziennie, a potem tylko w piątki następowały wymiany. Czasami zwykły samochodzik za 5 zł okazywał się cenniejszy od elektronicznej zabawki kupionej za 100 zł, bo dzieci oceniają wartość inaczej niż my, dorośli. Nigdy nie było problemu z oddawaniem pożyczonych rzeczy, choć zdarzyło się, że coś wróciło zepsute. Dzieci wyjaśniały to między sobą. Dorośli, o dziwo, nie wtrącali się i pozwolili na rozwój tego osobliwego rynku.

Dzieci potrafią dzielić się ze sobą, potrafią też wypracowywać sprawiedliwe reguły gry. Potrafią, o ile dorośli im w tym nie przeszkodzą. Jeśli rodzice nie nastawiają dzieci, nie uczą ich „to twoje, nie pożyczaj”, ale też nie zmuszają do dzielenia się, to dzieciaki świetnie same sobie radzą.

Nasze dorosłe ingerencje mogą tylko zaszkodzić. Gdyby bowiem dorośli próbowali po swojemu organizować czy to ten podwórkowy system zakupowy, czy przedszkolny rynek wymiany zabawek, to odebraliby to dzieciom. To już nie byłyby pomysły, z którymi dzieci się identyfikują, bo same je wypracowały. Dorośli zainfekowaliby to swoimi obawami, swoim sposobem myślenia i wyceniania, nieuchronnymi formami przymuszania. Zrobiliby to zapewne w najlepszej wierze, ale i tak byłby to błąd.

Jak pisał tak często przeze mnie przywoływany na Mądrych Rodzicach Janusz Korczak:

Pozwól dzieciom błądzić i radośnie dążyć do poprawy.

 

Jakub Śpiewak
Obserwuj

Jakub Śpiewak

Mąż, tata dwóch chłopców - Fabiana i Benia oraz dwójki dorosłych dzieci, dziadek jednego wnuka. Autor tekstów, grafik, fotograf i opiekun techniczny Mądrych Rodziców. Bloger znany jako Spesalvi. Prywatnie bawi się muzyką i fotografią, fan Mike'a Oldfielda i Sabatonu.
Jakub Śpiewak
Obserwuj

Latest posts by Jakub Śpiewak (see all)