Czy pedofile czają się na plaży?

Temat fotografowania dzieci na plaży i udostępniania tych zdjęć w serwisach społecznościowych od kilku lat powraca w każde wakacje. Pojawiają się przestrogi w stylu „nie rób tego, pedofile tylko na to czekają”. Czy aby na pewno?

Lato, wakacje – wielu z nas będzie wygrzewać się na plaży, a nasze dzieci będą hasać po niej radośnie. Jak łatwo się domyślić, nie będą odziane od pasa po szyję. Wierzę, że będą biegać w kąpielówkach czy kostiumach kąpielowych, bo o puszczaniu dzieci nago na plaży napisano bardzo dużo i mam nadzieję, że wszyscy już rozumieją, iż tak robić nie należy. Kiedy dzieci będą beztrosko bawić się w słońcu, my, dorośli, będziemy uwieczniać to na zdjęciach i dzielić się nimi ze znajomymi i rodziną przez internet. To dość naturalne.

Przez lata twórcy kampanii społecznych, w tym i ja (żeby być szczerym) uczulali rodziców, że pedofile patrzą inaczej niż my, że mamy zwracać uwagę na to, kto obserwuje nasze dzieci. Szczególny nacisk kładziony był właśnie na publikowanie przez rodziców w internecie zdjęć roznegliżowanych dzieci.

Dziś chcę uderzyć się w pierś. Mam wrażenie, że nieświadomie uczestniczyłem w budowaniu fobii i histerii. W ich efekcie to my, zdrowi i normalni, niechcący sami seksualizujemy dzieci, dopatrując się wszędzie pedofilskich podtekstów.

Cykl dewiacyjny - wg Anna C. Salter
Cykl dewiacyjny – wg Anna C. Salter

Znana amerykańska badaczka i terapeutka w swojej, wydanej również w Polsce, książce Drapieżcy – Pedofile, gwałciciele i inni przestepcy seksualni. Kim są, jak działają i jak możemy chronić siebie i nasze dzieci opisuje cykl działania przestępców seksualnych, w tym pedofilów.

Kontakt z fotografią dziecka na kole cyklu dewiacyjnego można umieścić w punkcie początkowym, czyli podniecenia dewiacyjnego lub jako czynnik wysokiego ryzyka. Powiedzmy sobie jednak prawdę, że ryzyko, iż z tych punktów dojdzie do wyboru celu, planowania i fantazji, omotania lub użycia siły i ataku jest bliskie zeru. Pedofil, który zobaczy na Facebooku zrobione na plaży zdjęcie dziecka, ma bowiem niewielkie szanse na to, by do niego dotrzeć.

Jeśli już, to bardziej można się obawiać pedofila na plaży, stąd też pytanie zawarte w tytule tekstu. Pedofil na plaży ma wszak realną możliwość przejścia od fantazji do ataku. Ale czy faktycznie powinniśmy się tego obawiać?

Dr Stanisław Dulko, seksuolog, twierdzi, iż skłonności pedofilskie ma od 1 do 3 procent społeczeństwa. Z kolei inny seksuolog, dr Wojciech Śledziński, wspomina o 4 do 5 procent. Nie znaczy to jednak, iż taki odsetek ludzi krzywdzi dzieci. Spora część osób o skłonnościach pedofilnych nie realizuje bowiem swego dewiacyjnego popędu. Jedni potrafią go kontrolować, inni znajdują społecznie akceptowalne formy rozładowania napięcia, np. wiążąc się z osobami dorosłymi o słabo rozwiniętych cechach płciowych.

Prawdopodobieństwo spotkania na plaży pedofila, który zdecydowałby się na skrzywdzenie naszego dziecka jest więc mniej więcej takie jak szansa na trafienie szóstki w Lotto.

Wróćmy jeszcze do kwestii fotografii. Pedofile nie są grupą jednorodną. Są wśród nich tacy, których podnieca twarda pornografia dziecięca, ci, którzy szukają zdjęć niepornograficznych, ale przedstawiających dzieci półnagie, np. właśnie na plaży, ale jest też na przykład spore grono osobników, którzy szukają zdjęć pozbawionych całkowicie kontekstu seksualnego. Mogą to być nawet fotografie młodych gwiazd kina.

Czy z tego powodu zakażemy udziału dzieci w filmach? Idąc dalej – czy uznamy za niestosowne zdjęcie dziecka bawiącego się na plaży albo przytulającego się do mamy? A niedawno pod opublikowanym przez nas zdjęciem przedstawiającym Młodszego Młodszego, czyli Benia, przytulonego do Pani Adminowej na hamaku, ktoś zostawił komentarz (usunęliśmy go) o tym, że pedofile już się cieszą:

Jestem przeciwny publikowaniu przez rodziców zdjęć ich nagich dzieci, nawet, gdy te zdjęcia same w sobie nie mają kontekstu seksualnego (np. w czasie kąpieli w wannie). Jestem jednak przeciwny równocześnie popadaniu w histerię i uznawaniu, że nie można publikować żadnych zdjęć dzieci. Inna sprawa, że warto, o ile tylko wiek już na to pozwala, konsultować z nimi, co publikujemy, by unikać fotografii ośmieszających.

We wszystkim, co robimy, warto zachowywać zdrowy rozsądek i umiar. Dotyczy to również prezentowania w internecie zdjęć naszych pociech. Zdrowy rozsądek oznacza jednak, iż nie powinniśmy popadać w żadną ze skrajności.

I pisze to ktoś, kto wiele lat swojego życia poświęcił na walkę z pornografią dziecięcą i pedofilią.

Jakub Śpiewak
Obserwuj

Jakub Śpiewak

Mąż, tata dwóch chłopców - Fabiana i Benia oraz dwójki dorosłych dzieci, dziadek jednego wnuka. Autor tekstów, grafik, fotograf i opiekun techniczny Mądrych Rodziców. Bloger znany jako Spesalvi. Prywatnie bawi się muzyką i fotografią, fan Mike'a Oldfielda i Sabatonu.
Jakub Śpiewak
Obserwuj

Latest posts by Jakub Śpiewak (see all)