Tata mówi A, mama mówi B, czyli spór w wychowaniu

Często dostaję wiadomości z pytaniem, jak przekonać partnera/kę do konkretnej metody wychowawczej, bo, jak się okazuje, wiele par całkowicie rozmija się w swojej wizji rodzicielstwa. Nie chodzi tu o spór w rodzaju”ma wrócić do domu o 19 czy 20″, bo taki można załagodzić idąc na kompromis i mówiąc o 19.30. Rzecz w tym, że autorzy wiadomości ze swoimi połówkami rozmywają się w podstawach wychowania, w jego fundamentach.

Jedna strona chce rodzicielstwa bliskości, druga jest zwolennikiem zimnego chowu. Kary i nagrody czy naturalne konsekwencje, wychowanie bez przemocy kontra klapsy. itp.

Nie wiem, jak odpowiadać na te wiadomości, nie wiem, jak kogoś przekonać do swoich metod wychowawczych. Wiem natomiast z osobistego doświadczenia, jak unikać takich konfrontacji.

Problem wynika z tego, że mało kto wcześniej o tym rozmawia. Gdy kogoś poznajemy, zakochujemy się, wiążemy się z nim, kochamy, planujemy wspólną przyszłość, to interesuje nas w zasadzie tylko to, czy ta osoba tak samo jak my chce mieć dziecko. Jeśli tak, to sprawę uważamy za zamkniętą i po czasie przechodzimy do realizacji planu powiększenia rodziny. Nie rozmawiamy o tym, jak widzimy wychowanie tego dziecka. Nie poznajemy wizji wychowawczej partnera, nie zestawiamy jej ze swoją, nie dowiadujemy się, czy będziemy w jednym zespole. Dowiadujemy się o tym wszystkim, gdy dziecko już jest i wtedy często pojawia się problem.

Nie byłam od tego wolna. Popełniłam ten sam błąd przy pierwszym małżeństwie. Okazało się, że mój były mąż jest wielkim zwolennikiem klapsów, musztry, a myśl pedagogiczną Janusza Korczaka „nie ma dzieci, są ludzie” uważał za „współczesne bzdury”. Gdybyśmy porozmawiali o tym wcześniej, mogłabym spróbować go przekonać do swojej wizji wychowania, a gdyby się nie udało, rozstać i oszczędzić tym samym dzieciom wielu niepotrzebnych klapsów.

Gdy wychodziłam za mąż po raz drugi, za mojego obecnego męża, byłam już mądrzejsza. Gdy wiedzieliśmy, że oboje traktujemy już ten związek, docelowo ze ślubem i wspólną starością, to porozmawialiśmy o wspólnym wychowaniu dzieci. Powierzałam mu to, co mam najdroższego – dwóch synów i tym razem chciałam mieć pewność, że nic złego ich nie spotka. Ponieważ w najważniejszych kwestiach wychowawczych byliśmy bardziej niż zgodni, śmiało mogliśmy stworzyć rodzinę. Udało nam się. Chłopcy mówią do mojego męża „tato”, ufają mu i czują się przy nim bezpiecznie.

Gdy jedno z rodziców mówi A, drugie – B, dziecko nigdy nie wie, co mu wolno, a czego nie. Mama zabroniła, tata pozwolił. Mętlik w małym umyśle potęguje się, zaczyna brakować jasnych zasad i granic, które wpływają korzystnie na wychowanie i poczucie bezpieczeństwa dziecka.

To nie tylko wiadomości od czytelników. Znam wiele par z własnego otoczenia, które rozmijają się w kwestiach wychowawczych. Fajne związki przerodziły się w związki ludzi, którzy w kółko na siebie narzekają i się kłócą. Uciekają od siebie.

Różnice w tak elementarnej sprawie jak rodzicielstwo negatywnie wpływają także na związek, bo ta druga strona okazuje się być przeciwnikiem. Rodzice powinni być jedną drużyną, a nie przeciwnikami, bo w pewnym momencie dziecko zdecyduje, w której drużynie chce grać.

W życiu są sprawy, spory, różnice, które warto przemilczeć, ale są tez takie, które należy dokładnie obgadać. Metody wychowawcze należą do tych drugich.

Obserwuj

Magdalena Śpiewak

Szefowa at Mądrzy Rodzice
Mama dwóch chłopców - Benia i Fabiana, żona jednego męża - Jakuba. Wszechwładna szefowa Mądrych Rodziców, a zarazem autorka tekstów, opiekunka naszego Instagrama i Faceboooka. Blogerka znana jako Dziewczyna z obrazka. Kocha jednorożce, uwielbia tatuaże.
Obserwuj

Latest posts by Magdalena Śpiewak (see all)