Ja w Twoim wieku miałem same piątki…

Przyznaję uczciwie, że, zwłaszcza w okresie szkoły podstawowej, nie należałem do przesadnie pilnych uczniów, a moje oceny, w tym ta ze sprawowania, pozostawiały wiele do życzenia i spędzały moim rodzicom sen z powiek.

Pewnego dnia poszliśmy z rodzicami do Babci. Siedzieliśmy przy stole i rozmowa zeszła na kwestie szkolne, czyli na oceny, zachowanie, różne moje mniejsze i większe okołoszkolne kłamstwa i rozróby. Nie wiem, co mojego Tatę podkusiło, ale w trakcie swej wychowawczej przemowy kilka razy użył argumentu „bo ja w twoim wieku, to…”. Babcia słuchała tego w milczeniu, aż w pewnej chwili bez słowa wstała, wzięła taboret, wdrapała się na niego i ściągnęła z pawlacza stary zeszyt szkolny mojego Taty, po czym, nadal bez słowa, wręczyła mi go.

Tata robił się na zmianę blady i czerwony, mama bardzo stała się nie roześmiać, bo spodziewała się, co będzie dalej, a Babcia patrzyła z niemą satysfakcją. Ja zaś otworzyłem kajet mojego – jakże pilnego w moim wieku – Taty i oniemiałem z zachwytu. Koloru czerwonego było zdecydowanie więcej niż niebieskiego. Wśród ocen królowały niedostateczne, pełno było uwag o niewłaściwym zachowaniu, braku pracy domowej, czy nieprzygotowaniu. Zauważyłem również ślady wyrywania oraz zaklejania kartek, ewidentnie w celu ukrycia korespondencji pisanej przez nauczyciela. Można rzec, że moja Babcia okazała się prawdziwą pogromczynią mitów.

Historia zeszytu mojego Taty przypomniała mi się, gdy zobaczyłem w internecie ten żart. Tak się złożyło, że to wszystko nałożyło się w czasie na trudną rozmowę dotyczącą tematów szkolnych, którą musieliśmy odbyć z Fabianem. W rozmowie tej oboje opowiedzieliśmy mu m.in. o rozmaitych naszych szkolnych niepowodzeniach, choćby po to, by zobaczył, że nie są one czymś strasznym.

Pewnie, fajnie byłoby móc zaprezentować się jako wzór do naśladowania. Ale czy koniecznie we wszystkim? Czy wzór, jakim tata czy mama z pewnością być powinni, musi być chodzącym ideałem, który odnosi same sukcesy, nie popełnia błędów, nie robi rzeczy niemądrych albo i nawet złych?

To budowanie fałszywego, wyidealizowanego wizerunku dotyczy szczególnie spraw szkolnych, bo jako rodzice uznajemy je za wyjątkowo istotne, ale rozlewa się rzecz jasna również na inne obszary. „Ja w Twoim wieku”… „słuchałem się mamy i taty”, „nie spóźniałem się, „zjadałem wszystko na obiad”, itd., itp. Nasza rodzicielska kreatywność nie ma wszak granic.

Budowanie w oczach dziecka wyidealizowanego obrazu rodzica sprawi co najwyżej, że:

  1. dziecko wpadnie w kompleksy, porównując się z rodzicami, o ile oczywiście w te opowiadane przez dorosłych historie uwierzy;
  2. nie nauczy się, że błędy i niepowodzenia są w życiu naturalne i nie zawsze – zawinione;
  3. co za tym idzie – nie nauczy się też, jak sobie radzić z błędami i niepowodzeniami;
  4. prędzej czy później, gdy prawda o rodzicu wyjdzie na jaw, straci do niego zaufanie, uświadamiając sobie, że zostało okłamane i zmanipulowane.

Mówienie dziecku prawdy o sobie jest elementem traktowania go poważnie i z szacunkiem. Umożliwia budowanie wzajemnego zaufania i nici porozumienia. Pozwala w trudnych sytuacjach poważnie ze sobą rozmawiać, szukając rozwiązania problemu i udzielając dziecku wsparcia.

Kiedy więc zaczniesz mówić: „bo ja w Twoim wieku…”, na wszelki wypadek ugryź się w język.

Jakub Śpiewak
Obserwuj

Jakub Śpiewak

Mąż, tata dwóch chłopców - Fabiana i Benia oraz dwójki dorosłych dzieci, dziadek jednego wnuka. Autor tekstów, grafik, fotograf i opiekun techniczny Mądrych Rodziców. Bloger znany jako Spesalvi. Prywatnie bawi się muzyką i fotografią, fan Mike'a Oldfielda i Sabatonu.
Jakub Śpiewak
Obserwuj

Latest posts by Jakub Śpiewak (see all)