Pojechali na majówkę wszyscy moi podopieczni…

Jak śpiewał kiedyś Kazik, „pojechali na wakacje wszyscy nasi podopieczni”. Piękniejsza i Mądrzejsza Połowa razem z dziećmi wyjechała na majówkę do rodzinnego Kalisza. Ja zaś zostałem na gospodarstwie z psem i dwoma kotami. Hulaj dusza, piekła nie ma! No… Nie do końca.

Odprowadziłem rodzinkę na dworzec, zapakowałem do pociągu, pojechałem przed odjazdem, a potem wróciłem do domu.

Na co dzień pracuję w domu. Nieraz zdarza mi się wzdychać ciężko i marzyć o ciszy, o którą przy dzieciach (i żonie) tak trudno. Marudzę, że nie mogę się skupić, bo za mną akurat rozgrywa się kolejny etap międzygalaktycznej wojny, starcia dinozaurów albo po prostu bracia się kłócą. Ręka mi drży przy retuszu zdjęcia, kod strony lata przed oczami, a genialny pomysł na tekst ulatuje niczym spłoszona mucha.

Wróciłem do domu, pogłaskałem psa i koty. Otworzyłem sobie wyśmienite piwo i usiadłem do pracy. Szło mi bardzo sprawnie. Nikt mi nie przeszkadzał, nikt mnie nie odrywał, nie męczył przedziwnymi niecierpiącymi zwłoki pytaniami, nie ciągnął za rękaw, by właśnie w tej chwili opowiedzieć, ile nóg ma stonoga, a ile zębów ślimak.

Po czwartym, naprawdę zacnym, piwku grzecznie położyłem się spać. Nikt nie zabierał mi kołdry, nikt nie zajmował miejsca na mojej poduszce, ani nie dociskał nogą, nawet taką bardzo zgrabną jak u mojej Małżonki.

I co z tego, że wolną połowę łóżka zajął nasz wielki pies do spółki z dwoma kotami? Budziłem się w nocy, bo jednak źle się śpi, gdy Żony nie ma obok. Obudziłem się rano gotowy, by zaprowadzić dziecko do przedszkola, ale pokój dzieci pusty. Wyszedłem popracować poza domem, ale nie chciało mi się wracać, bo wiedziałem, że nikt na mnie w domu nie czeka. Wróciłem w końcu i z ciężkim sercem otworzyłem drzwi, za którymi przywitała mnie cisza. I nawet radosne psie merdanie ogonem ani krzyczący w niebogłosy kot jakoś nie cieszyły.

Mogłem pracować, przecież tak czekałem na spokój, ale wcale mi się nie chciało. Mogłem spokojnie poczytać, ale czytanie mnie nużyło, bo nikt mi go nie przerywał. Mogłem robić wiele rzeczy, ale żadna z nich nie mogła dać radości.

Bycie słomianym wdowcem wcale nie jest fajne.

Jakub Śpiewak
Obserwuj

Jakub Śpiewak

Mąż, tata dwóch chłopców - Fabiana i Benia oraz dwójki dorosłych dzieci, dziadek jednego wnuka. Autor tekstów, grafik, fotograf i opiekun techniczny Mądrych Rodziców. Bloger znany jako Spesalvi. Prywatnie bawi się muzyką i fotografią, fan Mike'a Oldfielda i Sabatonu.
Jakub Śpiewak
Obserwuj

Latest posts by Jakub Śpiewak (see all)