• Kategoria: Żyjemy
  • Data:

Opowieść o cichym i pustym podwórku

Osiedle, na którym dziś mieszkamy, znam od jego początków. Gdy je wybudowano pod koniec lat siedemdziesiątych, zamieszkali tu moi Dziadkowie. Spędzałem tu dużo czasu, znałem każdy kąt, miałem kolegów. Dziś mieszkam tu jako dorosły i cały czas zastanawiałem się, co się tak radykalnie zmieniło.

Jasne, pojawiły się nowe budynki, którymi zabudowano dzikie boisko przez lata służące okolicznym dzieciakom do „gry w gałę”. Te nowe budynki ogrodzono, za płotem urządzając plac zabaw dla tych dzieci „z lepszego świata”. Szkoda mi ich trochę, bo na osiedli placów zabaw nie brakuje, a one nie mogą bawić się z kolegami zza ogrodzenia.

Ale to nie ta zmiana mi doskwierała. Długo nie mogłem zidentyfikować, o co chodzi. Ale już wiem.

Gdy byłem mały, a pogoda dopisywała, całymi dniami szaleliśmy na podwórku, albo naszym z górką, albo szliśmy na inne, gdzie były place zabaw, albo na wspomniane boisko. Z podwórka dobiegał ciągły gwar bawiących się dzieciaków, ich krzyki, piski, odgłosy gonitw, strzelanin z patyków, przerywanych co jakiś czas nawoływaniami z balkonu „Mariusz! Do domu na obiad!” albo z podwórka: „Mamo! Mogę jeszcze nie wracać?”

Teraz na osiedlu zapanowała cisza. Podwórko jest puste. Nie słychać dziecięcego gwaru.

Nikt nie wypuszcza dzieci samych na podwórko. Nie pozwala im biegać samopas. Bawić mogą się na ogrodzonym placu zabaw pod czujnym okiem rodziców, którzy co chwilę interweniują: „nie wchodź na to, bo spadniesz”, „nie dotykaj, bo się ubrudzisz”, „no, podziel się z chłopczykiem zabawką” (albo „pilnuj swoich zabawek, żeby ci nie zabierali”).

Na naszym podwórku jest górka z drzewem, na którym można się świetnie bujać. Bawiłem się tu z moim młodszym bratem jako dziecko i dziećmi sąsiadów. Raz na jakiś czas moja Babcia albo Dziadek wyglądali przez balkon i sprawdzali, czy wszystko w porządku. Dziś moi chłopcy też się tu bawią, tyle że na ogół sami, bo nie mają z kim.

Ja wiem, zmieniły się czasy, jest więcej aut, itd. Wydaje mi się jednak momentami, że zagrożeń wcale nie jest aż tak dużo więcej, raczej – więcej mówi się o zagrożeniach, a przez to my, rodzice, bardziej boimy się o nasze dzieci. Chowamy dzieci pod kloszem, pozbawiając je możliwości eksperymentowania, eksplorowania, zdobywania umiejętności społecznych – tego, co moje pokolenie (czyli staruszków) uczyło się w sposób naturalny i samoistny.

Za moich czasów nie było w ogóle telefonów komórkowych, a znikaliśmy pochłonięci podwórkowymi zabawami na całe godziny. Dziś są telefony, więc można by dzieci wypuścić, bo w razie czego mamy z nimi kontakt, na co nasi rodzice nie mogą liczyć. I co? Podwórko jest puste.

Wyglądam za okno. Jest mróz, ale co to za mróz? -10 stopni. Ja bawiłem się przy -20. Na podwórku pusto i cicho.

Jakub Śpiewak
Obserwuj

Jakub Śpiewak

Mąż, tata dwóch chłopców - Fabiana i Benia oraz dwójki dorosłych dzieci, dziadek jednego wnuka. Autor tekstów, grafik, fotograf i opiekun techniczny Mądrych Rodziców. Bloger znany jako Spesalvi. Prywatnie bawi się muzyką i fotografią, fan Mike'a Oldfielda i Sabatonu.
Jakub Śpiewak
Obserwuj

Latest posts by Jakub Śpiewak (see all)