A gdyby powstała Partia Dzieci?

Ludność Polski to ponad 38 milionów ludzi. Blisko 7,3 miliona z nich to dzieci (do 18 roku życia). Głos co piątego obywatela w ogóle się nie liczy. Ot, demokracja…

Dla wyjaśnienia: dane zaczerpnąłem z Głównego Urzędu Statystycznego.

Życie uczy, że politycy niespecjalnie liczą się nawet z głosem dorosłych obywateli, czyli swoich wyborców. Opinia zwykłych ludzi ma dla polityków znaczenie w czasie kampanii wyborczej, potem robią już, co chcą, mając nas w głębokim poważaniu. Zdanie dzieci tym bardziej nie ma więc dla nich żadnego znaczenia. Dzieci są politykom potrzebne, żeby pokazać się w ich obecności w czasie kampanii wyborczej oraz ewentualnie 1 czerwca w sejmie. No, może jeszcze jako narzędzia to walenia w przeciwników – gdy jakiś temat z dziećmi związany może zostać instrumentalnie wykorzystany w walce politycznej.

Teoretycznie obowiązują w naszym kraju mechanizmy tak zwanych konsultacji społecznych, dzięki którym, przynajmniej w założeniu, osoby, których dotyczą przygotowywane przez rząd lub parlament przepisy, mogą wypowiedzieć się na temat planowanych rozwiązań. Raz działa to lepiej, raz gorzej, ale jest.

Nikt jednak nie pyta dzieci, gdy wprowadzane są prawa, które ich dotyczą. Sprawdza się stara maksyma: „Dzieci i ryby głosu nie mają.”

Widać to szczególnie mocno, gdy politycy majstrują przy systemie oświaty. Dla kogo jest szkoła? Dla dzieci. Nikt jednak dzieci nie pyta o to, jakie są ich oczekiwania, potrzeby związane ze szkołą. Dorośli wiedzą lepiej. Zakładają, że, gdyby spytali, to dzieci odpowiedziałyby, że najlepiej, by szkoły nie było, by niczego nie wymagała, itd. Zapewne część tak właśnie by odpowiedziała. Problem jednak w tym, że konstruujemy szkołę tak, by była wygodna dla rządzących, dla nauczycieli, w minimalnym stopniu dla rodziców. Dzieci okazują się w tym najmniej istotne. I tak jest we wszystkim, co dotyczy dzieci.

Jeszcze raz: 7,3 milionów dzieci. 19% obywateli.

W ostatnich wyborach do Sejmu na partie, które weszły do parlamentu, zagłosowało według danych Państwowej Komisji Wyborczej:

  • Prawo i Sprawiedliwość: 5,7 mln
  • Platforma Obywatelska: 3,7 mln
  • Kukiz’15: 1,3 mln
  • Nowoczesna: 1,2 mln
  • Polskie Stronnictwo Ludowe: 0,8 mln

Na zwycięską partię zagłosowało mniej ludzi niż mamy w Polsce dzieci. A teraz wyobraźmy sobie, że głos tych 19 procent obywateli, czyli 7,3 mln dzieci, zaczyna mieć znaczenie…

Oczywiście, mam świadomość, że nie powstanie Partia Dzieci, zresztą nie miałoby to sensu – Partia Kobiet w wyborach 2007 roku uzyskała zaledwie 47 tysięcy głosów, czyli 0,28%. Rozumiem też doskonale, że nie jest możliwe stworzenie mechanizmów prawnych, które pozwoliłyby dzieciom uczestniczyć w konsultacjach społecznych na równi z dorosłymi.

Nie znaczy to jednak, że nie można stworzyć mechanizmów opartych choćby na obyczajach. Problem nie tkwi przecież w możliwościach prawnych, ale w naszych postawach: Czy my chcemy pytać dzieci o zdanie w kwestiach, które ich dotyczą? Problem w tym, że nie chcemy. Tak wygodniej. Nie wierzymy, że ma to sens, zakładamy, że dzieci są głupiutkie i pytać ich nie warto. A przecież Janusz Korczak pisał:

Dzieci nie są głupsze od dorosłych, tylko mają mniej doświadczenia.

W 2000 roku w polskim systemie prawnym pojawiła się instytucja Rzecznika Praw Dziecka. Jego kompetencje stopniowo wzmacniano, zwłaszcza od 2008 roku, gdy urząd ten objął Marek Michalak. Obecnie uprawnienia RPD są praktycznie takie same jak Rzecznika Praw Obywatelskich i należą do najmocniejszych w całej Europie.

Problem w tym, że w sierpniu tego roku kończy się druga, ostatnia już, kadencja Michalaka i obecny parlament będzie musiał powołać nową osobę na stanowisko Rzecznika Praw Dziecka. Gdy obecna ekipa rządowa robiła to poprzednio, wybrała Ewę Sowińską. Efekt był opłakany, a Sowińska po całkowitej kompromitacji, w tym po badaniu, czy bajka Teletubisie promuje homoseksualizm, podała się do dymisji. Pytanie, na kogo tym razem postawi Prawo i Sprawiedliwość – ugrupowanie, które, nie oszukujmy się, nie traktuje kwestii praw dziecka zbyt poważnie.

Zdjęcie: Kancelaria Sejmu RP / Flickr / Kancelaria Sejmu RP
Jakub Śpiewak
Obserwuj

Jakub Śpiewak

Mąż, tata dwóch chłopców - Fabiana i Benia oraz dwójki dorosłych dzieci, dziadek jednego wnuka. Autor tekstów, grafik, fotograf i opiekun techniczny Mądrych Rodziców. Bloger znany jako Spesalvi. Prywatnie bawi się muzyką i fotografią, fan Mike'a Oldfielda i Sabatonu.
Jakub Śpiewak
Obserwuj

Latest posts by Jakub Śpiewak (see all)