Jak rozmawiać z dzieckiem o śmierci?

Pierwsze dni listopada to czas, gdy odwiedzamy cmentarze i groby naszych bliskich. Bardzo często towarzyszą nam w tym dzieci. Jak rozmawiać z nimi o śmierci?

Zacznijmy od sprawy podstawowej: ROZMAWIAĆ. Często w nas, rodzicach, rodzi się taka pokusa, by ten trudny temat omijać i nie rozmawiać. Albo sądzimy, że dziecko tego nie zrozumie, albo że nie warto go obarczać tym, co trudne i smutne, albo – po prostu robimy unik, bo nie wiemy, jak wyjaśnić, jak mówić, jak odpowiadać na pytania dziecka. Dlatego zaczynamy właśnie od kwestii podstawowej – rozmawiać. Rozmawiać i starać się dostosować to, co i jak mówimy, do możliwości poznawczych dziecka.

Skoro już idziemy razem na cmentarz, stawiamy znicze i składamy kwiaty na grobach, skoro zatrzymujemy się przy nich, niektórzy z nas się modlą, skoro do nas powracają wspomnienia, sami robimy się smutni czy refleksyjni, to dziecko to wychwyci. A skoro wychwyci, to zapewne zechce wiedzieć, co się dzieje. Zechce i ma do tego przecież prawo.

To, jak mówić dzieciom o śmierci, zależy rzecz jasna od wielu czynników.

Podstawowym czynnikiem, który przychodzi większości ludzi do głowy jako pierwszy, jest wiek dziecka. By być bardziej precyzyjnym – lepiej mówić tu o możliwościach poznawczych niż o samym wieku, wszak dzieci rozwijają się w różnym tempie. Te możliwości dziecka jako rodzice znamy zapewne najlepiej, znamy wszak swoje dziecko, jego zasób słów, jego wrażliwość, itp.

Drugim czynnikiem, niestety często lekceważonym, są nasze możliwości – na ile my umiemy mówić, jaka jest nasza wrażliwość, nasze emocje. Gdy dziecko zada nam trudne pytanie podczas odwiedzin przy grobie dalekiego, niezbyt nam nawet bliskiego, krewnego, który nie żyje od wielu lat, to nasze emocje bedą wszak inne niż wtedy, gdy zdarzy się to przy grobie kogoś niezwykle nam bliskiego, kto umarł niedawno i emocje związane z żałobą są w nas jeszcze bardzo silne. Oprócz emocji w grę wchodzi też po prostu wiedza – inaczej o śmierci będzie zapewne mówił policjant, inaczej lekarz, filozof, poeta, czy ktoś, kto na co dzień takimi sprawami się w ogóle nie zajmuje.

I wreszcie trzecim niezwykle istotnym czynnikiem są nasze osobiste przekonania, związane przede wszystkim ze sprawami wiary. Inne jest przecież postrzeganie śmierci, gdy wierzymy w życie wieczne, a inne – gdy uznajemy ją za definitywny koniec istnienia człowieka. Ale nawet wśród osób wierzących w życie wieczne, jego wizje mogą okazać się bardzo zróżnicowane. Jedni żyją w strachu przed sądem Bożym i ich postrzeganie śmierci skupia się na wizjach wiecznego potępienia, inni – myślą głównie o Bożej miłości.

I to nie chodzi o to, że teraz jako rodzice mamy nagle usiąść i przeanalizować szczegółowo, najlepiej rozpisując na kartkach, te czynniki, ich wpływ na planowany przebieg rozmowy z dzieckiem, bo to by było absurdalne. Warto jednak mieć je gdzieś z tyłu głowy.

Warto też pamiętać, że o śmierci, a zwłaszcza o tym, co po niej, wiemy niewiele. I nie bójmy się mówić o tym, że nie wiemy. Przyznanie się do niewiedzy, co udowodnił już Sokrates słynnym „wiem, że nic nie wiem”, nie sprawi, że stracimy autorytet. Rodzic znacznie łatwiej traci autorytet gadając bzdury niż przyznając się do tego, że czegoś nie wie. Ja mówię, że „nie wiem na pewno, jak jest, ale wierzę, że…” To bardzo proste i skuteczne rozwiązanie.

Gdy idziemy na czyjś grób, dziecko przede wszystkim będzie zapewne zaciekawione, czyj ten grób jest. I to jest ta prostsza część wyjaśnień. Zróbmy to konkretnie – to był wujek taty, albo siostra babci mamy.

Dzieci na ogół są zafascynowane rytuałami, dlatego kolejne, co zapewne je zainteresuje, to: dlaczego przychodzimy na grób, dlaczego zapalamy znicz i kładziemy kwiaty. Wyjaśnienie, iż robimy to, by pokazać, że o tym kimś pamiętamy, że jest dla nas ważny, że go kochamy, na ogół wystarczy. Kwiaty dziecko zrozumie pewnie łatwiej niż zapalony znicz, bo przecież wie, że daje się kwiaty w różnych sytuacjach.

Schody dla większości dorosłych zaczynają się tak naprawdę przy pytaniach o to, co to znaczy, że ktoś nie żyje, gdzie teraz ten ktoś jest. Dlaczego warto odpowiadać dziecku w sposób prosty i używając prostego, znanego mu słownictwa? Bo każde trudne słowo, którego użyjemy, to okazja do następnego pytania. Co to znaczy, że babcia nie żyje? To znaczy, że umarła. Co to znaczy, że umarła? To znaczy, że odeszła? A dokąd odeszła? Do nieba. A gdzie jest to niebo? A kiedy babcia wróci? A mogę ją odwiedzić? Możemy jako rodzice sami zapędzić się w kozi róg.

Używajmy słów możliwie najprostszych i jednoznacznych również po to, by dziecko nie przypisało mu innych znaczeń i by nie wywołać niepożądanych emocji. Jeśli powiemy dziecku, że niedługo spotkamy się z Babcią, może ono bardzo tego pragnąć, a zrozumiawszy, że droga do tego spotkania prowadzi przez śmierć, zacząć samo tej śmierci pragnąć.

Nie mówmy też niczego, co potem trzeba będzie prostować, tylko po to, by na chwilę ułatwić sobie życie. Pamięć dzieci potrafi nieźle zaskoczyć dorosłych. Czasami po latach dziecko, poznawszy właściwe wyjaśnienie, wyrzuci z siebie: „ale przecież mówiłeś mi kiedyś, że…” To jest dopiero sposób, choć odroczony w czasie, by stracić autorytet w oczach dziecka.

Pamiętajmy też, że dziecko ma prawo do swoich emocji związanych z tym, czego się dowie, ale też z samą stratą, jeśli znało osobę zmarłą. I te emocje mogą być bardzo różne, czasem oznaczają nawet poczucie winy. Warto rozpoznawać te emocje, by pomóc dziecku w ich przeżyciu.

Rozmowa na temat śmierci na ogół jest trudna, zwłaszcza – rozmowa z dzieckiem. Niech ta trudność i chęć jej uniknięcia nie sprawiają jednak, że zrezygnujemy z zabrania dziecka ze sobą na cmentarz albo – co gorsza – że nie wyjaśnimy mu, dlaczego i po co tam idziemy.

Jakub Śpiewak
Obserwuj

Jakub Śpiewak

Mąż, tata dwóch chłopców - Fabiana i Benia oraz dwójki dorosłych dzieci, dziadek jednego wnuka. Autor tekstów, grafik, fotograf i opiekun techniczny Mądrych Rodziców. Bloger znany jako Spesalvi. Prywatnie bawi się muzyką i fotografią, fan Mike'a Oldfielda i Sabatonu.
Jakub Śpiewak
Obserwuj

Latest posts by Jakub Śpiewak (see all)