Szatan nie czai się w wydrążonej dyni

Staram się nie epatować tu swoją religijnością, ale i tak uważni Czytelnicy zapewne świetnie wiedzą, że rodzina Admina to rodzina religijna. Jako wierzący i praktykujący (jakby dało się wierzyć i nie praktykować…) katolicy nie obchodzimy święta halloween.

Księża egzorcyści, zwłaszcza ci aktywni medialnie, biją na alarm, że pochodzące z tradycji anglosaskiej święto to potworne zagrożenie duchowe. Jakoś jednak z trudem przychodzi mi dostrzec i uwierzyć w szatana, który czai się w każdej wydrążonej dyni.

Nie obchodzimy w naszej rodzinie Halloween głównie ze względów kulturowych – mamy nasze rodzime tradycje i obyczaje związane z tymi dniami, warto je kultywować. To nie znaczy, że musimy walczyć z tymi sprowadzanymi zza oceanu. Po prostu wybieramy to, co nam bardziej odpowiada.

I choć sami nie obchodzimy, to na wszelki wypadek trzymamy w domu cukierki, gdyby jakieś dzieciaki nas odwiedziły. Tak jak my mamy prawo nie obchodzić, tak one mają prawo świętować. Nie będziemy przecież witać przebranych dzieci krzyczących „cukierek albo psikus” wodą święconą czy solą egzorcyzmowaną. Niestety, w tym roku Żona Admina kupiła w tym celu sugusy. No, i, sami rozumiecie, spora ich część zdążyła już zniknąć… w brzuchu Admina. :)

Zamiast przebierać się za wampira, zombie czy inne monstrum z horroru klasy B, wolę jednak wspominać wszystkich świętych. No, dobrze, wszystkich to może nie, bo jednak jest ich dużo i większości pewnie nawet nie znam, ale jest paru takich, których osobiście bardzo lubię. Mamy wiele polskich zwyczajów związanych zarówno z obchodzonym 1 listopada świętem Wszystkich Świętych, jak i z przypadającym 2 listopada Dniem Zadusznym. Poza chodzeniem na groby i znanym z dzieła Adama Mickiewicza obrzędem Dziadów istnieje wiele innych obyczajów, które warto poznać i kultywować – niekoniecznie ze względów religijnych, ale choćby po to, by te nasze rodzime obyczaje nie zaginęły.

Przez wiele lat, głównie właśnie ustami księży egzorcystów, Kościół bardzo ostro walczył z Halloween, strasząc wiernych wiecznym potępieniem. Mam wrażenie, że im bardziej straszył, tym bardziej ludzie chcieli świętować. Cóż, w końcu w Halloween chodzi właśnie o straszenie, prawda? Od pewnego czasu Kościół mniej energii wkłada jednak w straszenie świętem, a więcej – w promowanie alternatywnych pomysłów, wśród których istotne miejsce zajmuje Bal Wszystkich Świętych. Nazwa kojarzy się pozytywnie, bo z przebojem Budki Suflera.

Ani ja, ani moja Żona nie obchodzimy Halloween. Nie obchodzą go również nasze dzieci. I, choć przecież ich koledzy przebierają się, choć wydrążone dynie atakują nas ze wszystkich stron, to dzieci nie mają z tym żadnego problemu. To, że w naszym domu nie ma Halloween, wcale ich nie boli. Dlaczego?

Po pierwsze dlatego, że wcale im nie zabraniamy. Nie od dziś wiadomo, że zakazany owoc smakuje najlepiej. Im bardziej czegoś zabraniamy, tym bardziej wydaje się to atrakcyjne. Wracając na chwilę do działań Kościoła – im bardziej atakował, krytykował i zabraniał świętowania Halloween, tym było ono bardziej atrakcyjne. Gdy ten kościelny atak ustał, a zamiast tego zaproponowano alternatywę, atrakcyjność Halloween, mam wrażenie, zmalała. Nie wiem jak Wy, ale ja odnoszę wrażenie, że w tym roku marketingowa natarczywość tego święta jest znacznie słabsza niż w latach poprzednich. A wspomniane już Bale Wszystkich Świętych w wielu miejscach (bo przecież nie we wszystkich) stały się naprawdę atrakcyjną propozycją.

Po drugie dlatego, że ten nasz stosunek do Halloween jest autentyczny, stanowi naturalną konsekwencję tego, jak żyjemy. Dzieci mają niesamowicie czułe radary, wychwytujące nieautentyczność, nieszczerość dorosłych. Nasze dzieci modlą się z nami codziennie, chodzą z nami do kościoła (chyba że akurat nie chcą – wtedy ich nie zmuszamy), widzą rodziców modlących się, wiedzą, że określone wartości i zwyczaje są dla nas faktycznie ważne. I wtedy one to „kupują”. Jestem przekonany, że sytuacja wyglądałaby zupełnie inaczej, gdyby tej religijności nie widziały na co dzień – wtedy od święta, również tego odrzuconego, podchodziłyby do sprawy zupełnie inaczej.

I wreszcie po trzecie – do niczego dzieci nie zmuszamy (choć staramy się nakłaniać własnym przykładem). Mam świadomość, że dla pięciolatka, ale i dla ośmiolatka, wyprawa na cmentarz nie jest niczym atrakcyjnym. I wcale nie zamierzam ich do tego zmuszać, choć sam wybieram się na groby moich bliskich.

We wszystkim warto zachowywać zdrowy rozsądek, zdrowy umiar i przede wszystkim – autentyczność.

Photo by Kristina Paukshtite from Pexels
Jakub Śpiewak
Obserwuj

Jakub Śpiewak

Mąż, tata dwóch chłopców - Fabiana i Benia oraz dwójki dorosłych dzieci, dziadek jednego wnuka. Autor tekstów, grafik, fotograf i opiekun techniczny Mądrych Rodziców. Bloger znany jako Spesalvi. Prywatnie bawi się muzyką i fotografią, fan Mike'a Oldfielda i Sabatonu.
Jakub Śpiewak
Obserwuj

Latest posts by Jakub Śpiewak (see all)