Bunt…mój…

Każdy z nas lubi prezenty, każdy jako dziecko miał też zabawki…ale czy takie ilości jak dzieci w dzisiejszych czasach? Czy z powodu ich ograniczonych ilości jesteśmy gorsi, mniej rozwinięci, niezbyt wyedukowani?

Wiele razy już pisałam, że ja jako osoba prywatna, jako niania nie jestem zwolenniczką “zasypywania dzieci zachciankami” – zabawkami. Owszem na rynku jest wiele świetnych, edukacyjnych, mądrych zabawek, które kuszą swoją cudownością, a… trochę hamują ceną. Nie da się kupić wszystkiego choć reklamy, zdjęcia kuszą, a dodatkowo najważniejsze pytanie BO I PO CO?

A czy my dorośli mamy wszystko o czym zamarzymy? A jeśli mamy sporo to zawsze wiąże się to z zapracowaniem sobie na daną rzecz, niekiedy wyrzeczeniami oraz czasem oczekiwania. I każdy z nas doskonale sobie zdaje sprawę, że nie można mieć wszystkiego, a jak już się ma dużo, to zazwyczaj się to docenia i dba o to. To dlaczego z dziećmi postępuje się inaczej…?

I to powszechne zdanie, którego nie lubię, nie rozumiem, nie zrozumiem – JA NIE MIAŁEM/MIAŁAM TO NIECH MOJE DZIECKO MA DUŻO.
Dzieci kochają prezenty, zabawki, upominki, nagrody ale czemu to zawsze muszą być rzeczy materialne? Rzadko jakimś prezentem jest np. wyjście razem do kina, do restauracji, wycieczka, wspólna długa zabawa itp.? Przecież ZAWSZE tak jest, że “apetyt rośnie w miarę jedzenia”. Dlatego już od najmłodszych lat dzieci zarzucane są “cudami na kiju” bo rodzice nie mają czasu i siły na zabawę i wychowywanie…bo tyrają m.in. na zabawki! Bo dziecko powinno mieć…?

Najlepiej żeby wszystkie takie rzeczy edukowały dzieci, w tym grały, śpiewały, świeciły, wibrowały, zajmowały na długie godziny itd. Co to ma być?! Nadmiar bodźców wiąże się z niepokojem, problemami z zasypianiem, wyciszeniem, koncentracją, wyobraźnią i zachowaniem!

I jeszcze zdziwienie rodziców: “no masz tyle zabawek i niczym się nie bawisz!”…

Dylematy: “co temu dziecku kupić jak ono ma już wszystko?!”.

Sami wyrabiamy w dzieciach postawę MIEĆ,  a nie BYĆ.

No i tu nawiążę do kontrowersyjnego tematu I Komunii Świętej…no przepych!!!

To jest chore…jak ja przypominam sobie swoją komunię to do dnia dzisiejszego pamiętam (naprawdę) z czym wiązała się ta uroczystość – nie z prezentami!

Pamiętam naukę, tłumaczenie księdza, tą podniosłą atmosferę, ekscytację. To po prostu było wydarzenie duchowe. Pomimo młodego wieku pamiętam jak byliśmy odpowiedzialnie przygotowywani jako dzieciaki do tego sakramentu…i nie zgodzę się, że nikt nic nie rozumiał, kwestia sposobów przekazywania wiedzy…

Prezenty były, a i owszem ale na miarę, a teraz…??? Czy jeśli chodzi o Komunię Świętą mówi się o czymś innym jak o mega drogich prezentach…? Kto jest temu winien, bo jak dla mnie dorośli. Choć są ludzie, którzy właściwie patrzą na ten sakrament, rozmawiają z dziećmi i uroczystość odbywa się bez prezentów…ewentualnie jakieś upominki tylko…

Nie rozmawia się z dziećmi, nie tłumaczy, tylko kupuje dla spokoju, żeby nie płakało, bo chce tu i teraz…ale czy te dzieci potrafią się cieszyć i szanować te rzeczy, czy ich wszystkich potrzebują czy to uzależnienie, dzięki dorosłym…?

Ja spotkałam się z taką reakcją dziecka na drobiazg ode mnie: “ale ja już taki mam!” (traktor)…no może i ma ale to rozczarowanie w oczach, że mogłam się wysilić na coś CZEGO NIE MA…raczej skłoniło mnie do odwrotu niż do chęci poprawy…

A ile jest takich przypadków, z pokolenia na pokolenie, że dzieci najlepiej bawią się tzw. byle czym? ? Albo rzeczami codziennego użytku? Garnki, miski, łyżki, piloty i wszystko czym “bawią” się dorośli jest najbardziej pożądane ?

Albo moda na urodziny w lokalu. Kiedyś kto by o tym pomyślał? Wierzę, że to fajne rozwiązanie ale i kosztowne. W domu też może być super zabawa…no ale cóż, trzeba się pokazać, że się ma, a jak się nie ma to i tak się znajdzie, żeby znajomym szczęki opadły…

Zawsze w takich sytuacjach wracam do swojego dzieciństwa…powiało historią i zżółkniętymi czarno-białymi zdjęciami, era dinozaurów…:P…

Jakie to były cudowne czasy kiedy człowiek najwięcej czasu spędzał na dworze, z rówieśnikami, sam wymyślał, nawet robił zabawki. A wyobraźnia nie zatrzymywała się nawet na chwilę! Tyle się nauczyliśmy bez tych wszystkich “cudów techniki”i żyjemy! Wpadało się do domu tylko coś zjeść, odrobić lekcje, no i spać. Największą karą było siedzenie w domu! A teraz? Największa kara to odejście od komputera, tableta, tv, wyjście na dwór itp.

I jeszcze nadmienię o relacjach międzyludzkich. Czy rodzice znają swoje dzieci, czy dzieci znają rodziców? Mijają się…żyją obok siebie, a nie ze sobą…

Jest taka jedna reklama w tv, która jest tak brutalnie prawdziwa i aktualna! Że aż strach!

Kiedy mama wraca do domu i dzieci oraz mąż nie zauważają jej. Siedzą z nosami w jakimś sprzęcie i mama wysyła im na te owe sprzęty zdjęcie z zaproszeniem na czekoladki…itd. I jeszcze na koniec dziecko pyta: co to miało znaczyć? Mama: jak dobrze Was widzieć… no płakać się chce…to jest wzór rodziny i relacji? O nie! Ja tak nie chcę!!!

Pora otworzyć oczy, świat pędzi, a my z nim. Tyle, że Bozia dała nam rozumki więc warto ich używać. Dzięki ich funkcjom możemy wybierać, analizować, naprawiać…

Nie idźmy tylko “z postępem czasu”, pokazujmy dzieciom co jest ważne w życiu, bo na pewno nie tylko pieniądze i rzeczy materialne…

Ale żeby zacząć zmieniać świat, trzeba zacząć najpierw od siebie…od małych kroczków…wierzę, że warto…i da się, trzeba chcieć :)

 

Artykuł Bunt…mój… pochodzi z serwisu Niania w Lublinie.

Mądrzy Rodzice
Obserwuj

Mądrzy Rodzice

archiwum at Mądrzy Rodzice
Mądrzy Rodzice to blog prowadzony przez rodziców - dla rodziców, którzy chcą rozwijać się w swoim rodzicielstwie. Bliska nam jest myśl pedagogiczna Janusza Korczaka.
Mądrzy Rodzice
Obserwuj

Latest posts by Mądrzy Rodzice (see all)