• Kategoria: Archiwum
  • Data:

Zabawa według teorii luźnych części

Byłam niedawno w sklepie z zabawkami. Chociaż mam w domu dwójkę małych dzieci, nie bywam w takich sklepach zbyt często. Ilość zabawek w tego typu miejscach mnie przytłacza. Zresztą, mam wrażenie, że często nasze domy nie różnią się zbyt wiele od tych sklepów. Zasypujemy dzieci górami zabawek, z każdej możliwej okazji, albo i bez okazji. Ot tak, żeby zrobić dziecku przyjemność, bo przecież dzieci lubią dostawać zabawki, prawda?

Zasypujemy dzieci zabawkami, a potem dziwimy się, że zabawki szybko się nudzą i lądują w kącie, a dziecko albo chce następną, albo siedzi i „się nudzi”. Co z naszego, dorosłego, punktu widzenia, jest przecież bez sensu. W końcu w całej tej górze zabawek, które przewracają się nam po mieszkaniu musi być przecież coś, czym można by się zająć. Jest przecież różowy zestaw pani doktor, wspaniała kasa do zabawy w sklep, zestaw plastikowych narzędzi dla majsterkowicza, kolejka na baterie i jeszcze więcej zabawek, które aż się proszą o użycie. Czemu zatem dziecko nie chce po nie sięgnąć?

luzne_czesci_1Powodów zapewne jest kilka, ale ja dzisiaj chciałam poruszyć jeden – otóż większość zabawek, które kupujemy obecnie we wspomnianych już sklepach z zabawkami, tak naprawdę ma ograniczone możliwości. Kasa sklepowa, choćby najładniejsza i najporządniej wykonana, zawsze zostanie kasą, a kolejka na baterie zawsze będzie jeździć w kółko. W pewnym sensie zdajemy sobie z tego sprawę i, jeśli nasze dziecko przestaje bawić się zestawem dla lekarza, idziemy do sklepu i kupujemy mu zestaw małego naukowca albo pani sprzątaczki, czy cokolwiek, co może je akurat zainteresować. Efekt jest taki, że mamy dziesiątki różnych zestawów, często niekompletnych, połamanych i porozwalanych po całym domu. A nawet jeśli zestawy jakimś cudem są całe i zdrowe, to i tak dziecko nie chce się nimi bawić, bo akurat nie ma ochoty być dzisiaj naukowcem czy sprzątaczką. Co zatem zrobić? Jak się ratować przed dziecięcą nudą, stertami zabawek i debetem na koncie?

Tu z pomocą przychodzi nam artysta, architekt – Simon Nicholson i teoria, którą opracował w latach siedemdziesiątych ubiegłego stulecia – The theory of loose parts (Teoria luźnych części). Publikacja, w której Nicholson przedstawia swoją teorią zaczyna się tak:

„Kreatywność jest dana tylko garstce utalentowanych – reszta z nas skazana jest na życie w środowisku stworzonym przez tę garstkę, słuchania muzyki stworzonej przez tę garstkę, korzystania z wynalazków opracowanych przez tę garstkę, obcowania ze sztuką przez nich stworzoną, czytania ich wierszy, powieści i sztuk. W to kłamstwo każe nam wierzyć nasza kultura, tego uczy nas nasz system edukacyjny.”

Spytacie jak to się ma do zabawek? Otóż zabawki, które z założenia mają już narzuconą jakąś funkcje – kasa, stetoskop, kolejka na baterie – nie dają naszym dzieciom zbyt dużo miejsca na kreatywność. A kreatywność, jak większość umiejętności, nieużywana i nierozwijana – zanika. To pewnie dlatego, pomimo że większość dzieci ma w sobie pokłady kreatywności, u dorosłych ta cecha jest obecnie na wagę złota. Rozejrzyjcie się, prawie wszystkie dobre oferty pracy kierowane są do osób kreatywnych. Może warto więc pozwolić własnym dzieciom rozwijać tę umiejętność?

luzne_czesci_2Tylko jak to zrobić? – zapytacie zapewne słusznie. Otóż jedną z dróg do rozwijania kreatywności jest dostarczanie dziecku takich zabawek, które będą rozwijać kreatywność. I, wbrew pozorom, nie są to żadne drogie ani skomplikowane zabawki edukacyjne. Według teorii luźnych części kreatywność najlepiej rozwijają zabawki proste, możliwie otwarte, dające nieskończenie wiele pomysłów do zabawy. Takie, które pozwalają dziecku samodzielnie kreować przestrzeń. Takie, które w umyśle dziecka mogą stać się wszystkim. Przykład – zwykły patyk może być częścią domu, zagrody dla zwierząt, termometrem, lizakiem, mieczem… Drewniane klocki bez problemu będą cegłami, prowiantem dla astronautów, jedzeniem dla kotów, gruzem, który musi wywieść koparka, płaski klocek zostanie telefonem, a kwadratowy – kostką masła… Chustka może przeistoczyć się w latający dywan, spódnicę, pelerynę, opaskę na oko dla pirata, obrus na przyjęciu dla lalek… Możliwości są nieograniczone, bo i zabawka nie narzuca prawie żadnej treści. Im mniej jest określona, im mniej perfekcyjnie wykonana, im mniej ma szczegółów, tym więcej można z nią zrobić.

Oczywiście luźne części nie ograniczają się tylko do patyków, klocków i chustek. Tak naprawdę jest bardzo wiele możliwości, a większość z nich jest bardzo tania, o ile nie bezpłatna. Kamienie, szyszki, kasztany, korki po winie, piasek, kasza, fasola, ryż, ciastolina, mąka, woda, kolorowe kulki, muszelki, makaron, rzeczy znalezione na spacerze, nawet zwykła łyżka… Wystarczy rozejrzeć się po domu i na pewno coś się znajdzie. Wszystko to, czemu dziecko może samo nadać treść, wszystko to, z czego dziecko może samo coś zbudować – wszystko to są luźne części.

Oczywiście nie zawsze wprowadzanie takich zabawek jest łatwe. Szczególnie, jeśli dziecko do tej pory miało dużo gotowych zabawek. Nie możemy oczekiwać, że dziewczynka, która co miesiąc dostawała nową lalkę Barbie, zostawiona sama sobie w pokoju z koszykiem szyszek, radośnie i z entuzjazmem podejdzie do zabawy. Jest spora szansa na to, że na początku nie będzie miała pomysłu na to, co z nimi zrobić. Nic w tym dziwnego, przecież przez tyle czasu zasypywaliśmy ją gotowcami, które nie dawały miejsca na rozwój wyobraźni.

Ale czasami warto jednak podjąć wyzwanie, pokazać dziecku, co można z tym zrobić, stopniowo ograniczać gotowe zabawki, zastępując je właśnie luźnymi częściami. Początkowo będzie to od nas jako rodziców wymagało pewnej pracy, ale w ogólnym rozrachunku myślę, że jednak warto. Luźne części dają bowiem nieograniczone możliwości zabawy, pozwalając jednocześnie rozwijać się kreatywności, ograniczać ilość zabawek, oszczędzać pieniądze i przyrodę.

luzne_czesci_3Jeśli podoba Wam się ten pomysł, ale nie wiecie od czego zacząć, proponuję zabawę sensoryczną. Weźcie sporą miskę, nasypcie do niej ryżu, makaronu, płatków owsianych, czy co tam akurat będziecie mieli pod ręką. Jeśli Wasze dziecko nie skończyło jeszcze roku, zazwyczaj to wystarczy – pozwólcie mu pomacać, porozsypywać, pomieszać… Dzieciom w wieku roku-dwóch dołóżcie do tego kubek, miseczkę i ze dwie łyżki różnej wielkości. Zapewne same szybko się zorientują, co można z tym zrobić. Trzylatkowi warto już do miski ryżu dorzucić jakiś temat – może ryż będzie śniegiem na torach pociągu? A może gruzem, który ma wywieść wywrotka, albo herbatką w zastawie dla lalek? Temat zasadniczo zależy od zainteresowań dziecka. Tylko pamiętać trzeba o tym, że małe dzieci mogą jednak połknąć małe elementy, warto więc obserwować je podczas zabawy, żeby w razie czego móc zareagować.

Oczywiście zabawa sensoryczna to nie jedyna możliwość. Z luźnych części można budować, tworzyć obrazki czy scenerie do zabawy figurkami, można ich używać jako rekwizytów w zabawie w dom, czy w kosmos. Wszystko zależy od Was, Waszych dzieci i Waszej kreatywności.

Powodzenia.

Ola Jurkowska
Nasze Kluski

Polub „Nasze Kluski” na FB
Obserwuj „Nasze Kluski” na Google+

 

Obserwuj

Mądrzy Rodzice

archiwum at Mądrzy Rodzice
Mądrzy Rodzice to blog prowadzony przez rodziców - dla rodziców, którzy chcą rozwijać się w swoim rodzicielstwie. Bliska nam jest myśl pedagogiczna Janusza Korczaka.
Mądrzy Rodzice
Obserwuj

POLECAMY