Jamie w polskiej stołówce

Coraz częściej, i to już od dłuższego czasu, docierają informacje o tym, że władze samorządowe likwidują kolejne szkolne stołówki. Rzecznik Praw Dziecka Marek Michalak skierował swego czasu w tej sprawie wystąpienie generalne do Prezydentów Miast, Burmistrzów, Wójtów i Starostów Powiatów, w którym zaapelował o rzetelne rozpoznanie potrzeb żywieniowych uczniów i wnikliwą analizę zmian w sposobie żywienia dzieci i młodzieży w szkołach. W swoim liście RPD napisał m.in.:

Dzieci i młodzież w wieku szkolnym wykazują zwiększone zapotrzebowanie na energię i składniki odżywcze. Dostarczanie ich w odpowiedniej ilości i jakoś zapewnia prawidłowy rozwój psychiczny i fizyczny. Dlatego tak bardzo jest istotne, jaki i kiedy będzie spożywany posiłek Nie mogę więc pominąć milczeniem faktu likwidowania szkolnych stołówek. Stwarza to przecież ryzyko zwiększenia grupy dzieci niedożywionych.

Utrzymywanie szkolnej stołówki jest kosztowne dla samorządu, co rodzi oczywiście pokusę oszczędności. Trzeba sobie jednak powiedzieć, że likwidacja stołówki jest na ogół nieodwracalna, bo jej przywrócenie wymagałoby sporych wydatków. Samo powstrzymanie likwidacji stołówek szkolnych to jednak za mało. Nie wystarczy, że stołówka jest. Ważne, co jest w tej stołówce. Ważne, co jedzą dzieci. A z tym na ogół niestety jest kiepsko.

NeverSeconds

Szkolne stołówki nie są problemem tylko w Polsce. W Wielkiej Brytanie znany prezenter kulinarny Jamie Oliver zorganizował akcję „Jamie w szkolnej stołówce”. Namawiał ówczesny rząd i premiera Tony’ego Blaira do inwestycji w stołówki, uczył szkolne kucharki zdrowego gotowania, próbował przekonywać dzieci do zdrowego jedzenia. Program był świetny i popularny. Ale to nie znaczy, że zmienił szkolno-stołówkową rzeczywistość. Martha Payne z Lochgilphead za namową ojca założyła bloga NeverSeconds. Robiła zdjęcia posiłków, opisywała doznania smakowe (na ogół średnio przyjemne) i przyznawała im punkty za wygląd, smak i wartości odżywcze. Blog doszedł do 5 mln wejść. Mnóstwo ludzi z całego świata mogło obejrzeć zdjęcia dziwacznie wyglądających pulpecików, hamburgerów czy makaronów z serem serwowanych na szkolnych tacach z oddzielnym miejscem na deser, sztućce czy sałatki. W popularyzowaniu bloga Marthy pomogła głupota lokalnych urzędników. Za pośrednictwem władz szkolnych zakazali oni dziewczynce fotografowania posiłków i opisywania ich w sieci. Przestraszyli się bowiem nagłówka w jednym ze szkockich tabloidów: „Czas wyrzucić panie z kuchni”. Martha poinformowała więc swych czytelników, że zakazano jej publikacji kolejnych postów. Za dziewczynką wstawili się nie tylko internauci, ale i światowe sławy, jak choćby słynny brytyjski kucharz Jamie Oliver, prowadzący kampanię na rzecz zdrowego żywienia w szkołach. Błyskawicznie zakaz został wycofany. Opisuję historię Marthy, bo po pierwsze w ogóle jest ładna, zwłaszcza że blog powstał po to, by prowadzić działalność dobroczynna, po drugie pokazuje siłę mediów społecznościowych, a po trzecie, i pewnie najważniejsze, wskazuje na to, iż to faktycznie problemy ze szkolnymi stołówkami to nie jest tylko polska specyfika, a ich rozwiązanie nie jest proste.

Dlaczego tutaj jest, jak jest, po prostu

Moim zdaniem jest tu kilka istotnych czynników działających na niekorzyść idei zdrowego żywienia dzieci:

  • Złe nawyki żywieniowe dzieci. Dzieci przychodzą do szkolnej stołówki ze złymi nawykami żywieniowymi. To sprawia, że nie chcą wcale zdrowego żywienia, wolą dostawać tzw. jedzenie śmieciowe. Chipsy i cola zamiast śniadania, hamburger, pizza zamiast obiadu. Warzywa i owoce to kwintesencja zła.
  • Złe nawyki żywieniowe w rodzinach. Te złe nawyki żywieniowe dzieci wynoszą na ogół z domu. Dzieci oczekują na ogół takiego jedzenia, do jakiego są przyzwyczajone. Często rodzice nie są sojusznikami w walce o zdrowe odżywianie. Sami w końcu odżywiają się niezdrowo. (Tak, tak, ja też często sięgam po śmieciowe jedzenie, przyznaję się bez bicia.) Zafundowanie McZestawu czy kurczaka w KFC jest wygodniejsze niż robienie obiadu w domu.
  • Złe przyzwyczajenia i brak kompetencji pracowników kuchni. Z reguły pracownicy kuchni nie potrafią zdrowo gotować. „Od zawsze” gotują z proszku. Przez lata nabrali i skumulowali w sobie najgorsze nawyki zbiorowego żywienia. Ma być tanio, szybko. To, czy zdrowo i czy smacznie, nigdy nie miało znaczenia, nigdy tego od nich nie wymagano.
  • Zbyt małe fundusze. Stawka żywieniowa w szkolnej stołówce wynosi od 1,70 zł do 3,50 zł. Standardem jest stawka 2,50 zł. Dla porównania: szpitale na wyżywienie pacjenta przeznaczają dziennie średnio ok. 4 zł (całodzienne wyżywienie), a w zakładach karnych stawka ta wynosi 4,87 zł. Oczywiście, te kwoty nie są dobrym punktem odniesienia. W przypadku szpitala czy więzienia mówimy o wyżywieniu całodziennym, a w szkole de facto o jednym posiłku. Proszę jednak każdego, kto prowadzi dom, by zastanowił się, czy jest w stanie ugotować zdrowy i pożywny obiad za 3,50 złotych. Posiłki w szkołach są płatne, zaś państwo dofinansowuje je dla dzieci, których rodziców na wykupienie posiłków nie stać. I tu przypomniałem sobie, że kiedyś przypadkiem w Sejmie byłem obecny przy rozpatrywaniu sprawozdania rządu z realizacji programu dofinansowania. To, co mnie uderzyło to, fakt, że wiele gmin nie wykorzystywało środków z budżetu państwa, przeznaczonych na dofinansowanie posiłków. Oznacza to zapewne konieczność przedefiniowania owego programu, zmiany reguł, które w nim obowiązują. Zapewne małe są szanse na zwiększenie środków przeznaczanych na żywienie dzieci w szkołach, a jeszcze mniejsze na to, by stale podnieść jakość tego żywienia
  • Problem jest lekceważony
    Problem żywienia dzieci w szkołach z reguły nie jest traktowany jako istotny. Zawsze są ważniejsze wydatki. Nie, nie chodzi mi o to, że Euro 2012 to zło i trzeba skasować wszystkie inne wydatki. Wiem też, że pieniędzy w budżecie jest za mało. Skoro jednak jest krajowy program dofinansowywania żywienia, to jakieś środki zebrać można, ale to, że gminy ich nie wykorzystują w pełni, świadczy o lekceważeniu problemu w samorządach lokalnych. Ale też brak uwzględniających ten stan rzeczy zmian w sposobie prowadzenie programu świadczy o lekceważeniu na szczeblu centralnym
  • Rządzącym brak odwagi
    Trzeba odwagi, by powiedzieć, że obiad nie może kosztować 2 złote. Trzeba odwagi, by uporządkować zasady dofinansowywania posiłków. Trzeba odwagi, by np. wyrzucić śmieciowe jedzenie, wprowadzając prawo, które jednoznacznie zabroni jego sprzedaży w szkołach.

Polski Jamie, Jamie w Polsce

Niedawno posłowie uchwalili nowe prawo, które w założeniu ma usunąć śmieciowe jedzenie z polskich szkół i przedszkoli. Problem w tym, że – mam wrażenie – fetyszyzujemy rozwiązania prawne. Oczywiście, odpowiednie przepisy są potrzebne i dobrze, że parlament je przyjął. Mamy jednak w Polsce wiele zapisów prawnych, które są całkowicie martwe, bo za poselskim głosowaniem nie poszły odpowiednie działania. Ustawa to jedno, potem trzeba obudować ją aktami wykonawczymi, które przełożą ogólne, nieco życzeniowe, sformułowania na język konkretów. A potem – działania. Same działania prawne to za mało. Potrzeba przede wszystkim edukacji. Edukowania dzieci, rodziców, szkół, samorzadów, które te szkoły prowadzą.

Moim zdanien potrzebny nam nasz polski Jamie Oliver. Przydałoby się też ściągnięcie oryginału. Po co wymyślać coś od zera? Spróbujmy wykorzystać pomysły Olivera i jego popularność. Ale przy okazji nadajmy idei konkretną twarz, by upominać się o zmiany. Domagajmy się badań posiłków podawanych w szkolnych stołówkach. Organizujmy się jako rodzice.

ilustracja: Wikipedia
Jakub Śpiewak
Obserwuj

Jakub Śpiewak

Mąż, tata dwóch chłopców - Fabiana i Benia oraz dwójki dorosłych dzieci, dziadek jednego wnuka. Autor tekstów, grafik, fotograf i opiekun techniczny Mądrych Rodziców. Bloger znany jako Spesalvi. Prywatnie bawi się muzyką i fotografią, fan Mike'a Oldfielda i Sabatonu.
Jakub Śpiewak
Obserwuj

Latest posts by Jakub Śpiewak (see all)