• Kategoria: Archiwum
  • Data:

Zwyczajność cudu

[dropcap size=”350%” textcolor=”#dd3333″]J[/dropcap]Jedenaście lat – tyle czasu minęło, odkąd po raz pierwszy przytuliłam moją córkę i zachwyciłam się jej istnieniem i rozwojem. Od jedenastu lat towarzyszy mi ten zachwyt, choć czasem nie mam siły albo czasu, by go wyrażać, kontemplować, cieszyć się nim i dziękować Bogu czy losowi za cud, jaki dany jest mi doświadczać.

Manuela Gretkowska napisała w powieści Polka: „Zwyczajność cudu (poczęcia) jest cwaniactwem nadprzyrodzonego. Tak to urządzone, że wypchnięty do przodu spektakl brzucha nie jest żadną sensacją. Dziecko rosnące pod sercem, kopiące w wątrobę – cóż banalniejszego, codzienność ciąży. Ale nie do opisania. […] Co z tego, że da się dotknąć, skoro jest nie do pojęcia. Nie można tego zrozumieć”. Według mnie równie zachwycający i cudowny w swej zwyczajności jest rozwój dziecka po urodzeniu – imponujący zwłaszcza, ale nie tylko w pierwszych latach życia. To też żadna sensacja, to też banał, codzienność, w dodatku – w odróżnieniu od rozwoju płodowego – widoczna gołym okiem i namacalna.

Kiedy urodziła się moja córka, nie mogłam uwierzyć, że już jest – że w ciągu zaledwie dziewięciu miesięcy urosła taka „duża”, zdolna do życia poza mną – choć przecież doskonale wiedziałam, że nie ma nic normalniejszego i naturalniejszego. Każdy z nas się urodził, cóż w tym niezwykłego? Zastanawiałam się nad tym wówczas i kilka lat później, podczas pisania dedykowanej córce pracy magisterskiej o ciąży i narodzinach. I nadal nie mam pojęcia. Teraz nie mam już jednak potrzeby rozumienia. Wystarcza mi zachwyt nad tą „zwyczajnością cudu” życia i rozwoju.

W natłoku codziennych spraw, obowiązków, mniejszych i większych problemów zdarzało mi się o nim zapominać. Zawsze wtedy zdarzało się jednak coś (jakieś „błahostki” – słowo, rysunek, gest, a czasem tylko myśl), co wzbudzało go ponownie, a ostatnio staram się pamiętać o nim każdego dnia. Nie ma nic zwyczajniejszego od faktu, że dziecko rośnie i się rozwija, wiem. I choć zazwyczaj to rzeczywiste lub wyimaginowane problemy w dziecięcym rozwoju zaprzątają myśli rodziców, ja z podziwem patrzę, jak moja córka z dnia na dzień usamodzielnia się i dojrzewa w każdym aspekcie swojego jedenastoletniego życia, i nie mogę się nadziwić, że to tak szybko. I samo.

Nigdy w żaden sztuczny sposób nie stymulowałam jej rozwoju. Nie stosowałam żadnych kar ani nagród, by rozwijać ją moralnie (przez wiele lat robiłam to zresztą intuicyjnie – stosunkowo niedawno dowiedziałam się, że system kar i nagród ma działanie przeciwne do zamierzonego). Nie wspomagałam jej rozwoju fizycznego ani intelektualnego, podając produkty, które według reklamodawców „pomagają zdrowo rosnąć”, czy suplementy, dzięki którym można „wychować małego geniusza”. Nie zmuszałam do rozwijania talentu, kiedy tego nie chciała, choć nie wiedziałam, że po trzech latach sama zapisze się na zajęcia, z których wcześniej zrezygnowała, i że staną się one jej ulubionymi. Nie używałam żadnych modnych metod służących do „nauki kontrolowania emocji”, samodzielnego zasypiania czy wyciszania, teoretycznie mających wpływać pozytywnie na rozwój psychiczny, a w praktyce – utrudniających go i działających przeciwskutecznie.

Jedyne, co robiłam i robię, to towarzyszenie córce w jej własnym, indywidualnym rozwoju, wspieranie jej i rozwijanie siebie – jako rodzica i człowieka. Jestem pewna, że to właśnie dlatego Zosia jest wspaniałą osobą, a moje macierzyństwo, relacja z nią i ona sama – najlepszym, co mnie w życiu spotkało, zarazem zwyczajnym i cudownym.

***

Redaktor naczelny przeczytał powyższy tekst, publikowany zresztą oczywiście za zgodą Zosi i po konsultacji z nią, poczuł niedosyt i prosił o rozszerzenie. Próbowałam spełnić jego prośbę, dopisując kolejne i kolejne zakończenia, ale ostatecznie postanowiłam niczego nie zmieniać. Rzadko piszę o swoim macierzyństwie, co wynika nie tylko z niechęci przed upublicznianiem prywatności, ale też z przekonania, że pewnych rzeczy – tych najważniejszych i najpiękniejszych – opisać się nie da. A może wręcz nie należy. Krzysztof Kieślowski w udzielonym kilka dni przed śmiercią wywiadzie powiedział: „Wszystko, co wydaje mi się najważniejsze w życiu, jest zbyt intymne, żeby można było to sfilmować. Nie wolno tego filmować”. Myślę, że dotyczy to również pisania. Moje macierzyństwo jest dla mnie najważniejsze i dlatego mogę dzielić się nim tylko w ten zdawkowy sposób i mieć nadzieję, że „niedosyt” czytelników przekształci się w refleksję nad ich własnym rodzicielstwem.

Anna Golus

ilustracja: gabi_menasheFlickr.comCC BY 2.0
Obserwuj

Mądrzy Rodzice

archiwum at Mądrzy Rodzice
Mądrzy Rodzice to blog prowadzony przez rodziców - dla rodziców, którzy chcą rozwijać się w swoim rodzicielstwie. Bliska nam jest myśl pedagogiczna Janusza Korczaka.
Mądrzy Rodzice
Obserwuj

POLECAMY