Bezradność rodzica

Bycie rodzicem nie jest łatwe. Jest wspaniałą przygodą, ale zarazem – przygodą trudną. Wie to każdy, kto jest rodzicem. Przygodzie tej towarzyszy wiele trudnych chwil i wiele trudnych emocji. Jedną z tych trudnych emocji jest bezradność. I, choć rzeczywiście jest to uczucie bardzo trudne, to wcale nie zawsze jest ono uczuciem negatywnym.

Bezradność kojarzy nam się źle. Gdy mówimy „bezradny rodzic” z tyłu głowy, a czasem i z przodu, mamy mamę lub tatę, którzy całkowicie nie radzą sobie z wychowaniem dziecka, a oczami wyobraźni widzimy odrazu rozwydrzonego bachora, który albo już jest, albo za chwilę stanie się, narkomanem, alkoholikiem albo przestępcą. Albo wszystkim tym równocześnie. Cóż, najwyraźniej lubimy skrajności. Oczywiście nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie twierdził, iż ten poziom rodzicielskiej bezradności jest czymś dobrym i pożądanym.

Bezradność jest jednak uczuciem, które towarzyszy rodzicom niemal od początku ich wychowawczego i opiekuńczego trudu. I dobrze jest oswoić się z tym uczuciem. Kiedy malutkie dziecko płacze, a my nie umiemy go uspokoić ani odgadnąć przyczyny tego płaczu, bo przecież przewinięte, nakarmione, na rękach mamy, a płacze. Gdy dziecko uczy się mówić „nie” i z rozkosznego niemowlaka, tak mniej więcej w drugim lub trzecim roku życia, mówi to „nie” na wszystko, możemy czuć się bezradni. Gdy nasze dziecko jest chore, a my zrobiliśmy już wszystko, co było w naszej mocy, ale nadal widzimy, że je boli, czujemy się bezradni.

Jako rodzice staramy się chronić nasze dzieci przed wszelkimi zagrożeniami, chronić je przed popełnianiem błędów, zwłaszcza tych, które sami kiedyś popełnialiśmy. To przecież naturalne – kochamy nasze dziecko i chcemy dla niego jak najlepiej. Ale i tu bywa, że jesteśmy bezradni.

Im dziecko jest starsze, tym większy zakres decyzji, które samo podejmuje, tym większa jego swoboda i niezależność. I nie zawsze te decyzje i wybory nam, rodzicom, będą się podobały. Jeśli jednak szanujemy swoje dziecko, jeśli szanujemy jego człowieczą odrębność, to, chcąc nie chcąc, pozwolimy mu na dokonywanie tych wyborów. Często po prostu nie będziemy mieli innego wyjścia. To dawanie dziecku wolności, dawanie mu prawa do popełniania błędów, w nieuchronny sposób wiąże się z poczuciem naszej bezradności. Będziemy się z tą bezradnością zapewne czuli źle, ale ona wcale zła nie będzie.

Dziecko będzie szukać swojej własnej drogi, im starsze, tym mocniej będzie szukać. W tym szukaniu nieraz walnie głową w mur, nieraz otworzy niewłaściwe drzwi, nieraz dokona złych wyborów. Ale bez tego nie nauczy się samodzielnie żyć. Alternatywą dla naszego rodzicielskiego poczucia bezradności jest nadopiekuńczość, ta zaś wcale dobra dla dziecka nie jest. W dodatku, o czym lubimy zapominać, jako rodzice wcale nie jesteśmy przecież nieomylni.

Jasne, będziemy podążać krok, czy dwa kroki, za naszym dzieckiem, by w razie potrzeby, gdyby za źle wybranymi drzwiami była przepaść, móc to nasze dziecko w porę złapać. Nie mamy jednak innego wyjścia, jak (z zachowaniem zdrowego rozsądku) pozwolić dziecku iść na własnych nogach. Nie przeniesiemy go na rękach przez całe życie.

A to wszystko wiąże się z odczuwaniem bezradności. Dlatego warto nauczyć się odróżniać złą bezradność od dobrej. Dlatego warto sobie dać prawo do tej dobrej. Dlatego warto również dać sobie prawo do błędów. Bo rodziców idealnych nie ma, choćbyśmy, nie wiem jak mocno, wierzyli, że my ideałami jesteśmy.

Jakub Śpiewak
Obserwuj

Jakub Śpiewak

Mąż, tata dwóch chłopców - Fabiana i Benia oraz dwójki dorosłych dzieci, dziadek jednego wnuka. Autor tekstów, grafik, fotograf i opiekun techniczny Mądrych Rodziców. Bloger znany jako Spesalvi. Prywatnie bawi się muzyką i fotografią, fan Mike'a Oldfielda i Sabatonu.
Jakub Śpiewak
Obserwuj

Latest posts by Jakub Śpiewak (see all)