• Kategoria: Żyjemy
  • Data:

Poród rodzinny, tata przy porodzie

Jeszcze nie tak dawno podział ról był oczywisty: Mama szła rodzić, Tata najpierw czatował pod drzwiami oddziału położniczego, a zaraz po porodzie szedł pić. Wizyt na oddziale wszak nie dopuszczano.

Dziś ten model jest już nieaktualny. Po pierwsze, wizyty są już na ogół dozwolone. Po drugie, coraz częściej ojciec jest obecny przy samym porodzie. I ta właśnie sprawa wciąż jeszcze budzi wiele kontrowersji. Sam jako tata uczestniczyłem w porodach obu moich, dziś już dorosłych, dzieci.

Zaczęło się w Stanach Zjednoczonych. W latach 70. w USA młodzi rodzice zaczęli się domagać obecności ojca na sali porodowej. Kilka lat później w Niemczech większość dzieci przychodziło na świat w czasie rodzinnych porodów. W Polsce pierwsze takie narodziny odbyły się dopiero w 1983 roku w Łodzi.

W publicznej dyskusji oczywiście na ogół najbardziej widoczne są poglądy skrajne. Z jednej strony mamy więc takich, którzy zaczęli uważać obecność przy porodzie za oczywisty ojcowski obowiązek. Z drugiej zaś – mamy tych, którzy stanowczo temu się sprzeciwiają. Prawda natomiast na ogół leży pomiędzy tymi skrajnościami. Obie skrajne tezy są bowiem fałszywe. Nie ma jednego idealnego dla wszystkich rozwiązania. Każdy musi szukać tego, które mu najbardziej odpowiada.

Jedni mówią, że zrobić dziecko każdy głupi umie i, skoro tatuś był przy poczęciu, to ma obowiązek być przy porodzie. Ma przezwyciężyć wszelkie przeszkody i po prostu być. Zapominają jednak, że nie każdy ojciec się do tego nadaje i nie każda matka sobie tego życzy. Drudzy z kolei najchętniej w ogóle by tego zakazali, zapominając, że dla niektórych jest to niezwykłe doświadczenie, które buduje mocną więź między rodzicami oraz między rodzicami a dzieckiem.

Musimy sobie wyjaśnić dwie kluczowe sprawy. Po pierwsze, pod nieobecność ojca poród może się odbyć, trudno zaś przeprowadzić go bez udziału matki. Po drugie, nawet jeśli ojciec jest obecny przy porodzie, to nie jego będzie bolało. Gdy sobie jasno powiemy te dwie rzeczy, oczywistym staje się, że to matka i jej wola jest tu kluczowa.

Jeśli matka z jakichkolwiek powodów nie chce udziału partnera w porodzie, nie należy jej do tego przekonywać ani tym bardziej tego na niej wymuszać. Skoro uważa ona, że samej będzie jej łatwiej przejść przez poród, to należy to po prostu uszanować.

Jeśli natomiast kobieta chce udziału partnera w porodzie, to oczywiście ideałem byłoby, gdyby udało się to osiągnąć. Ale też nie za wszelką cenę. Są sytuacje, w których udział partnera w porodzie może być wręcz niewskazany. Kiedy? No, to zacznijmy od podstaw.

Rolą partnera uczestniczącego w porodzie jest przede wszystkim wspieranie rodzącej kobiety. Jeżeli oceniamy, że ten cel nie może być osiągnięty, to sens jego udziału przestaje istnieć. Tym bardziej nie ma sensu udział mężczyzny, gdyby miał on w porodzie przeszkadzać.

  • Przeciwskazania zdrowotne
    Poród jest sytuacją stresogenną. Są osoby, dla których sytuacje stresowe są szczególnie niewskazane ze względów zdrowotnych. Byłbym np. ostrożny w przypadku osób z chorobami serca. Ostatnie, czego potrzeba ekipie lekarskiej, to tatuś z zawałem na sali porodowej. Pamiętam opowieść naszego lekarza położnika o tatusiu, który w kluczowym momencie z wrażenia zemdlał, upadając tak niefortunnie, że doznał poważnych obrażeń głowy. W efekcie lekarze musieli zajmować się równocześnie odbieraniem porodu od mamy i udzielaniem pomocy medycznej tacie. A przecież ich uwaga powinna być skupiona na mamie i dziecku.
  • Problemy relacji partnerskich
    Jeżeli relacje między partnerami są kiepskie, to sytuacja stresogenna raczej ich nie poprawi, a nawet zapewne uwypukli te trudne elementy. Jeżeli partner nie jest wspierający na co dzień, to pytanie, czy będzie wsparciem w trakcie porodu. Warto to rozważyć.
  • Odporność psychiczna mężczyzny
    Są panowie, których poród przerasta psychicznie. Pamiętam, że podczas przygotowań do porodu w ramach szkoły rodzenia nam, tatusiom, pokazywano np. dość drastyczny film z przebiegu porodu. Chodziło o to, by z jednej strony przygotować nas na to, co nas czeka, ale z drugiej poprzez tę wyolbrzymioną drastyczność odsiać tych, którzy samego oglądania nie dali rady wytrzymać psychicznie. Podczas porodu mężczyzna ma być wsparciem dla rodzącej kobiety, uspokajać ją. Jeżeli sam nie potrafi zapanować nad własnym strachem i nerwami, to zamiast wspierać partnerkę będzie tylko przekazywał jej swoje złe emocje. Ona zaś będzie równocześnie myśleć o dziecku, o sobie i jeszcze dodatkowo o jego tatusiu.
  • Emocje i opory kobiety
    Poród to czas, w którym najważniejsze są zdrowie dziecka i dobrostan kobiety. Jeśli ona sama czuje, że nie chce obecności partnera przy porodzie, to po prostu należy to uszanować. Takie jej prawo. Ma prawo uważać, że bez niego łatwiej jej będzie znieść ból, ma prawo do tego, by jego obecność, to, że widzi ją przezywającą ból, krzyczącą odczuwać jako krępującą. Dla wielu kobiet poród jest przeżyciem intymnym i nie chcą, by ktoś, nawet bliski, poza personelem medycznym towarzyszył im w tych chwilach. Wywieranie presji w imię mody czy nawet autentycznych pragnień ojca byłoby po prostu niewłaściwe.

O udziale taty w porodzie warto porozmawiać, i to nie jeden raz, zawczasu. Szczerze porozmawiać. Nie warto, kolokwialnie mówiąc, kozakować. Nie ma sensu wyolbrzymiać swoich lęków, ale tym bardziej nie warto ich lekceważyć. Panowie często przyjmują postawę „co? ja nie dam rady?”. Poród to nie jest wyzwanie dla męskiego ego ani przestrzeń do rywalizacji. To czas, kiedy mężczyzna ma wspierać kobietę, a nie pompować swoje ego, udowadniać coś sobie, rodzinie czy kolegom. Jasne, warto przełamywać własne lęki, jeśli partnerka potrzebuje tej obecności. Ale też nie ma sensu porywać się z motyką na słońce. Sam pamiętam ze szkoły rodzenia tatę, który po obejrzeniu filmowego zapisu z porodu nie wytrzymał psychicznie i zrezygnował. Była to zapewne dla niego trudna decyzja. Być może była ona też trudna dla jego żony. Ale naprawdę ta decyzja była mniejszym złem niż przypadek taty, który zemdlał w trakcie porodu. A to wcale nie był przypadek odosobniony. Ów pan jest naprawdę świetnym mężem i ojcem. Ta decyzja niczego w tej mierze nie zmieniła na gorsze. A kto wie? Może właśnie zmieniła na lepsze?

Podjętą raz decyzję o udziale można zmienić. Acz tak po ludzku: wycofanie się w ostatniej chwili w mojej ocenie byłoby już – delikatnie ujmując – niefajne. Rezygnacja z udziału w momencie, gdy poród się zaczyna, to zostawienie kobiety samej, narażenie jej na stres, rozżalenie, zwiększony lęk, poczucie osamotnienia. Odpowiedzialny mężczyzna czegoś takiego ukochanej kobiecie zrobić nie powinien. Skoro się powiedziało „A”, to po przekroczeniu pewnej granicy trzeba już powiedzieć „B”. Ale to już moja prywatna ocena.

Kiedy już przyszli rodzice podejmą decyzję o porodzie rodzinnym, warto do niego się przygotować. Z perspektywy czasu myślę, że ten pomysł z pokazywaniem nam, tatusiom, filmu był całkiem niezły. Warto, by tata wiedział, jak wygląda poród. Warto by uczestniczył w zajęciach szkoły rodzenia. Warto by towarzyszył mamie w trakcie ciąży podczas wizyt i badań kontrolnych (niekoniecznie w gabinecie oczywiście). Warto by nauczył się, jak może wspierać kochaną przez siebie kobietę. Przyda się nauka oddychania. Nie od rzeczy jest też nauczyć się podstaw masażu. Nas tego uczono i przydało się w trakcie.

Dobrze zrobi też tacie rozmowa z położną, która przygotuje go na różne możliwe zachowania rodzącej kobiety. Pamiętam, że mi położna powiedziała na przykład tak: „Słuchaj, przychodzi taki moment… Rozpoznasz go bez trudu, to będzie wtedy, gdy Twoja żona wykrzyczy Ci coś w stylu <<ty s…synu, jak mogłeś mi to zrobić>>. To będzie taki moment, w którym najrozsądniej będzie oddalić się poza zasięg rzutu ciężkim przedmiotem.” A teraz ciekawostka: tego momentu wcale nie było. Tu uwaga do panów: Tak, panowie, w trakcie porodu Wasza ukochana kobieta może nieźle zaskoczyć Was swoim zachowaniem. Nikt z nas nie jest w stanie zapewne wyobrazić sobie towarzyszącego porodowi bólu. Bez względu na to, co Wasza partnerka Wam wykrzyczy w trakcie, nie przejmujcie się.

Mężczyźni bardzo często funkcjonują zadaniowo. Przeraża ich poczucie bezradności. W trakcie porodu są praktycznie bezradni wobec bólu swojej partnerki. Widzą jej ból, jej reakcje na ten ból. Ale niewiele mogą zrobić. Jasne, o ile nie stracą zimnej krwi, to pamiętają lekcje oddychania, może nawet masażu. Mogą tym pomóc, ale bólu nie wyeliminują. Reagują na to nerwami, czasem wręcz histerią, złością na personel medyczny, który w ich poczuciu niewystarczająco dba o komfort rodzącej. Potrafią wówczas zachowywać się zupełnie nieracjonalnie. Rozsądne położne wiedzą, że trzeba znaleźć ojcu zajęcie. Gdy się czymś zajmie, gdy będzie czuł się potrzebny, będzie mu łatwiej.

Bardzo częstą obawą towarzyszącą udziałowi mężczyzny w porodzie jest obawa, że zobaczenie partnerki w takiej sytuacji może być doświadczeniem traumatycznym, które np. uczyni ją nieatrakcyjną seksualnie. Boją się tego sami panowie, ale równie często kobiety. Mądre położne rozwiązują to właśnie przydzielając ojcu zadania w trakcie porodu, a dodatkowo dbają o to, by znajdował się on raczej przy głowie kobiety, oszczędzając mu drastycznych widoków.

Niektórzy przychodzą na salę porodową z kamerą czy aparatem, by uwiecznić ten wiekopomny czas. Drogi Tato! Zostaw aparat na czas po porodzie. No, chyba że chcesz, by Twoja ukochana kobieta rozbiła Ci Twój ukochany aparat na Twojej własnej głowie. Pchanie się z obiektywem kamery między nogi rodzącej naprawdę jest w złym guście. Aha – i przeszkadza lekarzom i położnym w ich pracy.

Pewną tradycją stało się, że bezpośrednio po urodzeniu się dziecka położna proponuje ojcu przecięcie pępowiny. Wielu mężczyzn ma przed tym ogromne opory. Niby wiedzą, że to nie boli, ale podświadomie się tego obawiają. Wiem, że ja podczas obu porodów przecinałem pępowinę. Ale w ogóle tego momentu nie pamiętam, całkowicie wyparłem go ze swojej świadomości. Nic ma powodu do wstydu.

Pamiętam natomiast świetnie moment zaraz po pierwszym przecinaniu (tzn. przy pierwszym dziecku). Położna powiedziała: „A teraz mama idzie się wykąpać i odpocząć, a tata zajmie się dzieckiem”, po czym bezceremonialnie wręczyła mi zawiniątko z córką. Skamieniałem z przerażenia. Bałem się, że coś zrobię nie tak, że niechcący zrobię krzywdę. Ale nie zrobiłem. Pamiętam, że wtedy właśnie dotarło do mnie, że to już, że wszystko się zmieniło, że jestem tatą. To był najpiękniejszy moment w moim życiu. Warto było oglądać ten okropny film, warto było uczyć się i przygotowywać, warto było być przy tym porodzie. Dla tej właśnie chwili.

A jakie Wy macie doświadczenia? Co Wy sądzicie o udziale taty w porodzie? Napiszcie w komentarzach.

Obserwuj

Jakub Śpiewak

Mąż, tata dwóch chłopców - Fabiana i Benia oraz dwójki dorosłych dzieci. Autor tekstów, grafik, fotograf i opiekun techniczny Mądrych Rodziców. Bloger znany jako Spesalvi. Prywatnie bawi się muzyką i fotografią, fan Mike'a Oldfielda i Sabatonu.
Jakub Śpiewak
Obserwuj

POLECAMY