Nie warto iść na skróty

„Wasze dziecko sobie nie poradzi” – zdarza się, że rodzice słyszą takie słowa w przedszkolu czy szkole. Bo ma autyzm, ADHD, Aspergera, bo ma jakiś inny „feler”, np. cukrzycę, który zdaniem pedagogów uniemożliwi mu normalne funkcjonowanie w instytucji oświatowej. I bardzo często niestety wierzymy tym słowom. Słowom, które są jak wyrok. Na ogół w dodatku jest to wyrok niesłuszny.

Dzieci chore mogą sprawiać kłopot systemowi oświaty, który jak każdy system z natury ciąży ku unifikacji. Ale to system ma się dostosowywać do dzieci, a nie dzieci do systemu. Tworzenie swoistych gett nie jest rozwiązaniem.

Oczywiście, dziś chore dziecko w szkole to jest dla szkoły kłopot. Wynika to przede wszystkim z braku wiedzy. Widać to na przykładzie dzieci diabetycznych. Cukrzyca to choroba, z którą można normalnie funkcjonować. Oczywiście, trzeba monitorować poziom glikemii, dbać o regularne jedzenie, podać insulinę, co wiele dzieci na ogół umie zrobić samo, zwłaszcza że na ogół mają pompy insulinowe. Ale czy to uniemożliwia funkcjonowanie w normalnej szkole? Oczywiście, że nie! Wymaga jedynie od szkoły tego, by nauczyciele dysponowali, naprawdę podstawową, wiedzą o chorobie. Nie mają być lekarzami. Mają wiedzieć tyle tylko, by móc zapewnić dziecku bezpieczeństwo, co jest ich prawnym obowiązkiem:

Już Art.1 Ustawy o systemie oświaty głosi:

Art. 1.
System oświaty zapewnia w szczególności:
1) realizację prawa każdego obywatela Rzeczypospolitej Polskiej do kształcenia się oraz prawa dzieci i młodzieży do wychowania i opieki, odpowiednich do wieku i osiągniętego rozwoju;
2) wspomaganie przez szkołę wychowawczej roli rodziny;
3) możliwość zakładania i prowadzenia szkół i placówek przez różne podmioty;
4) dostosowanie treści, metod i organizacji nauczania do możliwości psychofizycznych uczniów, a także możliwość korzystania z pomocy psychologiczno-pedagogicznej i specjalnych form pracy dydaktycznej;
5) możliwość pobierania nauki we wszystkich typach szkół przez dzieci i młodzież niepełnosprawną oraz niedostosowaną społecznie, zgodnie z indywidualnymi potrzebami rozwojowymi i edukacyjnymi oraz predyspozycjami;
5a) opiekę nad uczniami niepełnosprawnymi przez umożliwianie realizowania zindywidualizowanego procesu kształcenia, form i programów nauczania oraz zajęć rewalidacyjnych; (…)

Dalej mamy Art. 4:

Art. 4.
Nauczyciel w swoich działaniach dydaktycznych, wychowawczych i opiekuńczych ma obowiązek kierowania się dobrem uczniów, troską o ich zdrowie, postawę moralną i obywatelską z poszanowaniem godności osobistej ucznia.

I z kolei Art. 17:

Art. 17.
1. Sieć publicznych szkół powinna być zorganizowana w sposób umożliwiający wszystkim dzieciom spełnianie obowiązku szkolnego, z uwzględnieniem ust. 2.

Można szukać dalej. Prawo jest tu po stronie dzieci. Nie chodzi jednak przecież o to, żebyśmy się przerzucali paragrafami, ale o dobro dziecka.

Nauczyciele i dyrektorzy szkół (ale i przedszkoli) lubią posługiwać się dwoma rodzajami argumentacji.

Z jednej strony twierdzą nierzadko, że udział dziecka chorego w normalnym procesie edukacji odbijał się negatywnie na innych dzieciach. Naprawdę? Zarażą się cukrzycą albo zespołem Aspergera? Że czasem takie dziecko zaburza lekcję? A zdrowe dzieci nie przeszkadzają czasami w jej prowadzeniu? Szkoła ma zapewnić mozliwość nauki wszystkim dzieciom.

Drugi rodzaj argumentacji to twierdzenie, iż chore dziecko sobie nie poradzi. No, to niech mu szkoła tak pomoże, by sobie poradziło. Że dziś często szkoła nie potrafi? To prawda. Najwyższa pora się nauczyć.

A czy sobie nie poradzi? Ostatnio Gazeta Wyborcza opisywała walkę mamy Zuzanny, dziewczynki chorej na autyzm, o jej prawo do normalnej edukacji. Pedagodzy twierdzili, że Zuzanna sobie nie poradzi. Ma 11 lat i średnią 4,7 na świadectwie. Nie poradziła sobie?

Ale też trzeba przyznać, że i rodzice lubią iść na skróty. Załatwiają zaświadczenia o dysgrafii, dysleksji, dyskalkulii, ADHD i milionie innych dolegliwości, które to zaświadczenia mają zapewnić ich dzieciom taryfę ulgowa. Oczywiście, są na pewno takie przypadki, gdy taka ulgowa taryfa jest niezbędna. W wielu przypadkach jednak zamiast zwolnień więcej dobrego zrobiłaby dziecku efektywna współpraca rodziców, szkoły i ewentualnie dodatkowych specjalistów.

Mądry rodzic (a przecież tu mamy tylko takich) walczy o swoje dziecko. Walczy, by zapewnić mu jak najlepszy start. Ale też – jak najlepszy bieg. My, rodzice, nie jesteśmy wszak wieczni. Dziś tworzymy parasol ochronny, chowamy pod kloszem. A co stanie się, kiedy nas zabraknie? Dziś załatwiamy taryfę ulgową. A za 10, 20, 30 lat też będziemy w stanie to robić? Przeżyjemy życie za nasze dzieci?

Jakub Śpiewak
Obserwuj

Jakub Śpiewak

Mąż, tata dwóch chłopców - Fabiana i Benia oraz dwójki dorosłych dzieci, dziadek jednego wnuka. Autor tekstów, grafik, fotograf i opiekun techniczny Mądrych Rodziców. Bloger znany jako Spesalvi. Prywatnie bawi się muzyką i fotografią, fan Mike'a Oldfielda i Sabatonu.
Jakub Śpiewak
Obserwuj

Latest posts by Jakub Śpiewak (see all)